Kamil Stoch: Igrzyska olimpijskie zawsze są magiczne [ROZMOWA]

Daniel Ludwiński
Daniel Ludwiński
Andrzej Banaś / Polska Press
Udostępnij:
Rozmowa z Kamilem Stochem, trzykrotnym mistrzem olimpijskim, czwartym i szóstym zawodnikiem igrzysk w Pekinie.

W jednym z wywiadów powiedział pan kiedyś, że chciałby, żeby to pokolenie skoczków nigdy nie przeminęło. Należenie do niego musi być czymś pięknym, bo jedyny polski medal z Pekinu znów należy do niego.
Z jednej strony tak, to prawda, wspaniale jest być częścią takiej historii. Z drugiej strony czuć już jednak, że coś przemija, coś się kończy. Coraz trudniej jest nam utrzymać bardzo wysoki poziom przez dłuższy czas. Dzieje się wiele rzeczy, które są niezależne od nas, a które powodują, że nie zawsze wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli.

Po konkursie indywidualnym na dużej skoczni, w którym zajął pan czwarte miejsce, nie krył pan łez, ale i mówił, że szybko przyjdzie pewnie chwila, gdy uda się docenić to, co się osiągnęło w Pekinie. Czy to już jest ten moment?
Tak. Żałuję tego, co się wydarzyło w konkursie indywidualnym i szansy, której nie wykorzystałem. Stojąc na rozbiegu miałem wszystko, co było konieczne, żeby osiągnąć sukces. Pierwszy oddany skok był super, ale w drugim popełniłem błąd. Szansy nie udało się więc wykorzystać, ale pomimo tego, że czuję duży niedosyt i nie jestem spełniony na tych igrzyskach, to jednak wyjeżdżam z Pekinu z podniesioną głową. Zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić, żeby oddawać jak najlepsze skoki.

Zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie okiem naszego fotorepo...

Szczególnie, że w styczniu miał pan przecież kontuzję. Czy tamten uraz miał jeszcze wpływ na skoki w Pekinie, czy był już wyleczony w stu procentach?
Jeśli chodzi o dyspozycję fizyczną, to byłem gotowy w stu procentach. To był ten wspomniany pełny potencjał do tego, by odnieść sukces. Nie czułem żadnego dyskomfortu, aczkolwiek noga nie jest jeszcze w pełni zagojona, bo po każdym wysiłku muszę stosować chłodzenie. Po trudnych dniach pojawiają się maleńkie obrzęki. Nie przeszkadza to jednak w skakaniu.

Czy były to dla pana najtrudniejsze igrzyska w karierze?
Nie, bo każde igrzyska są najtrudniejsze. Na każdych trzeba się zmagać z różnymi problemami i wyzwaniami. Te były na pewno inne niż wszystkie do tej pory, bo ten sezon poukładał się dla nas tak, jak się poukładał. Przyjechaliśmy do Pekinu trochę niepewni, a ja dodatkowo nie startowałem wcześniej przez kilka konkursów z rzędu. Dopiero na miejscu, w Chinach, musiałem szukać swojej pewności siebie i stabilizacji. Już w Pekinie budowałem swoją wiarę, że wszystko jest we właściwym miejscu.

W Pekinie na treningach nie było panu łatwo, za to w konkursach było zdecydowanie lepiej.
Walczyłem tutaj do samego końca. W każdym skoku starałem się robić wszystko, żeby te skoki były coraz lepsze i w końcu najlepsze, takie, na jakie mnie stać. Nie ustrzegłem się błędów. Nie wynikały one z chęci ich niepopełnienia - bo bywa czasem tak, że im bardziej błędu nie chcesz, tym bardziej go popełniasz. Tu wszystko było postawione na jedną kartę. Wiedziałem, że mam do dyspozycji wszystko, co jest konieczne do osiągnięcia sukcesu. Poszedłem w to całym sobą.

Były to dla pana piąte igrzyska w karierze. Da się ich nauczyć, przywyknąć do nich?
Zawsze są magiczne. To właśnie jest w nich pięknie, że zawsze są świętem dla każdego sportowca. Najpierw cztery lata czekasz na to święto, a potem tu jesteś i robisz wszystko, co tylko możesz. Szkoda, że to się tak szybko skończyło.

Co było w takim razie najpiękniejsze w Pekinie?
Najpiękniejsze są oczywiście momenty, gdy stajesz na starcie i w pełni jesteś częścią tego wszystkiego. Pięknym momentem był oczywiście medal Dawida Kubackiego. Ale wyjątkowe jest także samo to, że przeżywamy igrzyska wspólnie i jesteśmy tu wszyscy razem.

W Pekinie żyliśmy w olimpijskiej bańce i pandemicznych realiach. Były jednak też opinie, że mimo wszystko wewnątrz bańki jest namiastka normalności. Jak panu mieszkało się w wiosce olimpijskiej?
Szczerze mówiąc, bałem się, jak to będzie wyglądało. Na miejscu zaskoczyłem się jednak bardzo pozytywnie. Wszystko było zorganizowane na wysokim poziomie. Atmosfera była bardzo dobra, a wykonywane testy aż tak bardzo nie przeszkadzały, tak jak nie przeszkadzało oddzielenie miejsc w stołówce przy użyciu pleksi. Do wszystkiego można się było przyzwyczaić i nie stanowiło to wcale żadnego rozczarowania.

Były dwa momenty, gdy na tych igrzyskach polska publiczność mocno się zjednoczyła - najpierw po łzach Natalii Maliszewskiej, a następnie po łzach pana…
O jedności polskich kibiców można by wiele mówić, pisać i nawet śpiewać. Cieszę się, że są momenty, które potrafią nas zjednoczyć, nawet, jeśli nie zawsze są wesołe. Sport powinien sprawiać, że współdzielimy ze sobą nasze emocje - zarówno radość, jak i smutek.

Czy po igrzyskach jeszcze bardziej chce się wracać do domu niż po zwykłym Pucharze Świata? Trwały w końcu długo.
Tak. My już mieliśmy po drodze na igrzyska Puchar Świata, więc to wszystko jeszcze bardziej się wydłużyło. W takiej sytuacji jeszcze bardziej czeka się na powrót do domu.

W trakcie naszej rozmowy ma pan na sobie dużo przypinek różnych reprezentacji. Ładna kolekcja.
To jest takie moje hobby. Lubię wymieniać się tymi przypinkami ze sportowcami z innych krajów. To jest miły zwyczaj, że mamy te przypinki. Na igrzyskach spotykamy nie tylko te same twarze, które są na każdym Pucharze Świata, ale i osoby z innych dyscyplin.

Igrzyska się skończyły, ale sezon jeszcze trwa. Przed wami mistrzostwa świata w lotach. Wielokrotnie mówił pan, że loty są czymś szczególnym, a ich piękno aż trudno opisać.
Chyba każdy skoczek uwielbia loty narciarskie. Najlepiej przyjechać tam w dobrej dyspozycji, bo wtedy przyjemność jest największa. Przed nami są jednak też inne konkursy Pucharu Świata. To będą ciekawe wyzwania. Coś się więc kończy, a coś dopiero zaczyna.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Kamil Stoch: Igrzyska olimpijskie zawsze są magiczne [ROZMOWA] - Sportowy24

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AB
Sportowcy z całego świata – pięknie „wyszczepieni”, z paszportami covidowymi, testowani wielokrotnie i na okrągło – nie są pewni dnia ni godziny. Wezmą udział w zawodach – czy nie? Napięcie towarzyszy im nieustająco.

Sportsmenka z Polski opowiada kilka dni temu reporterowi:

– Nie spotykam się z nikim, nie chodzę nigdzie poza stołówką. Cały dzień chodzę w masce – zdejmuję tylko do jedzenia. Nawet śpię w masce. Myślę tylko o tym – czy test wypadnie negatywny?

Wypadnie – lub nie. Testy chińskie są inne niż nasze, mają wyższą wrażliwość. Natalia Maliszewska nie miała szczęścia.

Wystartuje? Nie wystartuje? Wystartuje? Nie wystartuje?…. No jednak nie.

Zawodniczka, trzęsąc się cała, z łzami w oczach, opowiadała o swoich ostatnich dniach oczekiwania w izolacji.

Z jakimi nadziejami pojechaliśmy na Olimpiadę?

Sprawozdawca z Pekinu – zamaskowany szczelnie w plenerze, na odkrytej przestrzeni, gdzie w promieniu 500 m nie widać nikogo, odpowiada:

– Przede wszystkim z nadziejami na negatywne wyniki testów! Ci z negatywnymi wynikami to już pierwsi zwycięzcy!

Cóż – powiem sarkastycznie: to gdzie podium? Gdzie medale? Może już przyznać medale za to wielkie zwycięstwo – i do domu?
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie