Jest nas tu coraz mniej

Grzegorz Drążek, 5 listopada 2004 r.
Ludzie opuszczają Stargard, bo nie widzą tutaj perspektyw na przyszłość.
Ludzie opuszczają Stargard, bo nie widzą tutaj perspektyw na przyszłość. Marcin Bielecki
W Stargardzie nie mieszka już nawet 70 tysięcy osób.

Do niedawna o Stargardzie mówiło się, że jest miastem rozwijającym się. Funkcjonowały duże zakłady, z roku na rok wzrastała liczba mieszkańców. Koniec lat dziewięćdziesiątych charakteryzował się jednak upadkiem stargardzkiej gospodarki. Od 2001 roku liczba mieszkańców zaczęła drastycznie spadać.

Cztery tysiące mniej

W 1995 roku w Stargardzie zameldowane były 73254 osoby. Cztery lata później już 74166. Wzrost był także w 2000 roku, kiedy Stargard liczył 74362 mieszkańców. Wtedy rozwój miasta zatrzymał się. Kolejne lata to już tylko stale zmniejszająca się liczba stargardzian.

- Co roku obserwujemy spadek liczby mieszkańców - mówi Wojciech Mestl, naczelnik wydziału spraw społecznych urzędu miejskiego w Stargardzie. - Liczba zameldowanych w Stargardzie stale się zmniejsza. Widać także zmniejszającą się liczbę urodzeń dzieci przez kobiety ze Stargardu. Natomiast liczba zgonów zwiększa się.

W Stargardzie są teraz zameldowane 70494 osoby. To dane z 30 września tego roku. Prawda jest jednak taka, że Stargard obecnie nie ma nawet 70 tysięcy mieszkańców. Te blisko 500 osób są wprawdzie zameldowane w Stargardzie, ale już od jakiegoś czasu przebywają za granicą. Wyjechały w poszukiwaniu zarobku, nie wymeldowując się ze Stargardu.

Gospodarcza pustynia

Wystarczyły trzy lata, żeby z blisko 75-tysięcznego miasta zrobiło się niespełna 70-tysięczne. W 2001 roku Stargard liczył jeszcze 74326 mieszkańców. Na koniec 2002 roku było ich 71356. Pod koniec 2003 roku mieszkało tu już tylko 70736 osób. W tym czasie liczba urodzeń zmniejszyła się mniej więcej o 40 w roku. Liczba zgonów zwiększyła się z 518 w 2002 roku do 569 w roku 2003.

Stargardzianie uważają, że tak drastyczne zmniejszenie liczby mieszkańców spowodowane zostało likwidacją największych zakładów. Koniec lat dziewięćdziesiątych to w Stargardzie upadek Zakładów Przemysłu Dziewiarskiego "Luxpol" i Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, zatrudniających w najlepszym okresie kilka tysięcy osób. Podobny los spotkał zatrudniające kilkaset osób Stargardzkie Zakłady Chemii Gospodarczej "Pollena", upadło także Stargardzkie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego i Zakłady Remontowo-Montażowe. W zamian nic mieszkańcom Stargardu nie zaoferowano. Poza miejscami pracy w powstających w mieście większych lub mniejszych marketach.

Uciec jak najdalej

Stargardzianie, przede wszystkim ci młodzi, najwyraźniej nie mieli ochoty czekać na lepsze czasy. Od pięciu lat opuszczają miasto. Niektórzy wyjeżdżają do większych polskich miast, spora grupa szuka jednak szczęścia za granicą. We wrześniu "Głos" był w Anglii i Irlandii. Przez kilka dni spotkaliśmy tam około pięćdziesiąt osób ze Stargardu.

- A co my mamy robić w Stargardzie - pytają zrezygnowani. - Tutaj zarabiamy pieniądze, żyjemy jak normalni ludzie, wydajemy pieniądze. W Stargardzie bylibyśmy na łasce rodziców, a w najlepszym wypadku pracowalibyśmy w hipermarketach za czterysta złotych. To chora sytuacja i nie dziwię się, że tylu ludzi wyjeżdża ze Stargardu.

Likwidacja szkół

Stargardzkie władze zdają sobie sprawę z kiepskiej sytuacji gospodarczej miasta i malejącej liczby mieszkańców. Rok temu zarząd powiatu stargardzkiego przeprowadził reformę oświaty ponadgimnazjalnej likwidując jedną szkołę, dwie inne łącząc. Także prezydent Stargardu Sławomir Pajor chciał zmian w sieci szkół. Nie widział sensu utrzymywania w Stargardzie czterech gimnazjów.

Jedno z nich chciał zlikwidować, ale nie zgodzili się na to radni.
Mieszkańcy Stargardu żyją w przekonaniu, że ich miasto liczy co najmniej 75 tysięcy mieszkańców. Niektórzy podają nawet większe liczby. Nie zdają sobie sprawy z tego, że Stargard niewiele przypomina miasto, które jeszcze pięć lat temu rozwijało się.

- Myślę, że w Stargardzie jest w granicach 80 tysięcy ludzi wraz z uczącymi się tutaj, bo tak się zawsze liczyło - mówi Marek Babończyk ze Stargardu. - Spada przyrost naturalny, bo nie ma pracy. Poza tym jest wędrówka za chlebem, bardzo dużo osób wyjeżdża za granicę. Z tego, co obserwuję ostatnio, jeżdżą głównie do Norwegii, Finlandii i Szwecji. Mi w Stargardzie żyje się dobrze, mam pracę i nie
zamierzam stąd wyjeżdżać.

Przyszłość miasta zależy przede wszystkim od władz miejskich. Od tego, co zaproponują inwestorom. Zmarnowane zostały niestety możliwości inwestycyjne na byłym lotnisku w Kluczewie. Siedzę trochę w tym temacie i wiem, że kiedyś była szansa, by powstał tam port przeładunkowy dla Berlina. Jednak władze żądały przy tej okazji za wiele...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie