Jerzy Podbrożny specjalnie dla nas: Lech Poznań uważa mnie za zdrajcę, a Legia Warszawa przynajmniej umieściła mnie w „Galerii Sław”

Jacek Kmiecik
Jacek Kmiecik
Kibice Lecha Poznań fetowali 100-lecia klubu na stadionie przy Bułgarskiej
Kibice Lecha Poznań fetowali 100-lecia klubu na stadionie przy Bułgarskiej Martyna Kamzol
Udostępnij:
W reprezentacji Polski zadebiutował w meczu ze Szwecją. Jego przygodę z drużyną narodową zakończyło „zatrucie bananem”. W Ekstraklasie zdobył 4 tytuły mistrza Polski – po 2 z Lechem Poznań i Legią Warszawa. Grał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Ani w Lechu ani w Legii nie ma teraz dla niego miejsca. 55-letni Jerzy Podbrożny jest trenerem w podwarszawskim klubie A-klasy.

Podobał się panu wtorkowy mecz Polska – Szwecja?

Jerzy Podbrożny: Były momenty, w których Szwedzi nas przycisnęli, ale ogólnie to całkiem pozytywnie to wyglądało. Można być zadowolonym zwłaszcza z wyniku. Najważniejsze, że awansowaliśmy na mistrzostwa świata. Ze Szwedami zawsze było ciężko, dobrze się więc stało, że przełamanie przyszło w takim momencie i pojedziemy na mundial do Kataru.

Ze Szwedami też pan grał w reprezentacji Polski.

Debiutowałem w reprezentacji przeciwko Szwedom. Przyjęliśmy wtedy w Sztokholmie piątkę. Wszedłem na boisko od początku drugiej połowy, chyba po to, aby zmniejszyć rozmiary porażki, bo przegrywaliśmy wtedy już 0:3. Zaledwie trzy razy dotknąłem wtedy piłkę, którą zresztą sam Szwedom odebrałem. Roman Kosecki z Jackiem Zioberem grali tylko ze sobą, mnie w ogóle nie podawali. Ciężko więc było mi się przebić. Nie oddałem żadnego strzału na bramkę Thomasa Ravelliego. Słaby był ten mój debiut w kadrze, bo skończyło się 0:5.

W drużynie narodowej nie zrobił pan kariery, bo zatruł się pan bananem.

Ten słynny banan zakończył moją przygodę w kadrze, w której zagrałem siedem meczów, a oficjalnie – sześć. Żal pozostał, bo byłem wtedy w super formie, grałem w tym czasie najlepiej w swojej karierze. Z Rumunami w eliminacjach mistrzostw Europy sam bym wtedy wygrał.

Banan to podobno hasło wytrych do grubszej libacji alkoholowej?

To nie był alkohol. Czymś się zatrułem. Ale nie wiem czym. Na pewno nie bananem. Miałem problem z nerkami. Ostatecznie wylądowałem w szpitalu, gdzie przeleżałem tydzień. Do gry wróciłem dopiero po dwóch miesiącach. Wchodziłem w meczach stopniowo, najpierw na 10-15 minut. W Tarnobrzegu przeciwko Siarce, gdy Legię w zastępstwie Pawła Janasa prowadził Mirosław Jabłoński wymusiłem dłuższy występ. Zagrałem 65 minut i strzeliłem dwa gole. Potem od razu zagrałem z Blackburn w Lidze Mistrzów i zdobyłem zwycięską bramkę. W pierwszych dwóch meczach ze Spartakiem Moskwa i Rosenborgiem nie wystąpiłem z powodu tego feralnego zatrucia. Wcześniej zdążyłem jeszcze zagrać w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z IFK Goeteborg.

Czym się pan teraz zajmuje?

Już dziesiąty rok prowadzę zespół w A-klasie. Orzeł Kampinos. Wcześniej pracowałem w Sochaczewie. Ambicje Orła nie sięgają wysoko. Klub ma niski budżet. Gmina zapewnia minimalne finansowanie. Ja jestem na etacie u sponsora. W meczach mam do dyspozycji zwykle po dziesięciu-jedenastu chłopaków. Żadnych wzmocnień kadry nie planujemy. Nie stać nas na grę w wyższej lidze.

Jest pan legendą Legii. Nie chciał pan pomóc swojemu dawnemu klubowi, choćby w treningach młodzieży?

Legia się do mnie nie odzywała, choć uważam, że byli piłkarze mogliby rzeczywiście być dobrymi demonstratorami na treningach młodych chłopaków. Pokazywać jak prawidłowo piłę przyjąć czy podać. Darek Kubicki i Marcin Mięciel podobno byli takimi ambasadorami Legii, prowadzili zajęcia indywidualne. Nie wiem, jak jest teraz, gdy dyrektorem sportowym został Jacek Zieliński. Dawno nie miałem z nim kontaktu. Odezwała się tylko sekretarka i zaprosiła mnie na spotkanie z byłym piłkarzem Legii Arkiem Malarzem, które odbędzie się w „Silverze” przed meczem z Lechią. Takie spotkania z dawnymi zawodnikami mają zresztą odbywać się cyklicznie przy okazji następnych meczów na Łazienkowskiej.

Pan przecież też do tego grona się zalicza.

Grałem w Legii dwa i pół roku, zdobyłem z Legią dwa mistrzostwa Polski, dwa Puchary Polski i Superpuchar oraz osiągnąłem z drużyną ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Byłem też w Legii dwukrotnym wicekrólem strzelców Ekstraklasy. Do trzeciej korony króla strzelców zabrakło mi jednego gola. W ostatniej kolejce wyprzedził mnie Bogusław Cygan ze Stali Mielec. Mnie akurat trener Paweł Janas w tej samej kolejce dał wolne, bo miałem odpocząć przed finałem Pucharu Polski, który graliśmy za trzy dni.

W Lechu również święcił pan triumfy.

W Lechu tak jak potem w Legii grałem dwa i pół roku i też zdobyłem dwa mistrzostwa Polski. Jako lechita dwukrotnie zostałem królem strzelców. W pierwszym sezonie zdobyłem dwadzieścia, a w drugim dwadzieścia pięć bramek. Bez nich na Bułgarskiej nie byłoby dwa razy mistrzostwa. W sumie w Lechu strzeliłem czterdzieści osiem goli, bo dołożyłem jeszcze trzy w sezonie, w którym przeszedłem do Legii, gdzie tych bramek zdobyłem czterdzieści pięć, czyli o trzy mniej niż w Lechu.

Z takimi zasługami chyba dobrze się pan bawił na stuleciu Lecha?

Nie dostałem zaproszenia, choć rzecznik Lecha powiedział niedawno Kazkowi Sidorczukowi, że byłem zaproszony. Pytam się, przez kogo? Przez to, że Jacek Przybylski dostał od Marcina Drajera bilet na mecz z Jagiellonią dla mnie? Trudno traktować to przecież jako oficjalne zaproszenie klubu na uroczysty jubileusz. Do Jasmina Buricia i Semira Stilicia potrafili jakoś wysłać zaproszenia, a do mnie nikt z Lecha nawet nie zadzwonił. Słabo wyszło. Ostatecznie powiedziałem „Przybyle”, żeby wziął sobie ten bilet, bo nigdzie nie jadę.

„Jedenastka Stulecia” Lecha także wzbudziła kontrowersje.

Zgadza się. Stilić znalazł się w tej „Jedenastce”, a zabrakło w niej Piotrka Reissa czy Andrzeja Juskowiaka. A „Jusko” miał przecież więcej zdecydowanie zasług dla Lecha niż Stilić czy nawet Robert Lewandowski. Dziwne były te wybory.

„Jedenastkę Stulecia” wybierali kibice „Kolejorza”.

E tam. Jeden dziennikarz powiedział mi jak to kibice wybierali. Zasiadła kapituła i dobierali do „Jedenastki” tego, który im bardziej pasował.

Dlaczego Lech pana zlekceważył?

Nie wiem, dlaczego tak mnie potraktowano. Na dziewięćdziesięciolecie Lecha też mnie nie zaprosili. Podobnie jak Pawła Wojtalę. W Lechu traktują nas jak zdrajców, bo przeszliśmy do Legii. Starsi zawodnicy Piotr Mowlik, Jarek Araszkiewicz i Mirek Okoński też trafili z Lecha do Legii, ale oni nie zmienili klubu z własnej woli, tylko zostali wcieleni do wojska i w Legii odbywali służbę. Ja do Legii też się nie pchałem. Miałem problemy z rozliczeniem kontraktu ze sponsorem Lecha, Ryszardem Górką. Miałem zostać sprzedany do MSV Duisburg. Pojechałem do Niemiec uzgodnić warunki, ale Górka zablokował transfer. Zgłosiła się Legia i w Lechu powiedzieli mi, że chcą odmłodzić zespół i jak nie mam nic przeciwko, to mogę odejść do Legii. Dzięki temu transferowi Lech przynajmniej spłacił zawodnikom wszystkie zaległości finansowe, o czym powiedział mi Przybylski.

Czuje więc pan zadrę do „Kolejorza”?

Nie rozumiem takiego postępowania Lecha wobec swoich byłych piłkarzy. Klub takiej klasy powinien mieć zupełnie inne standardy. Na Zachodzie jednak podchodzą do tych spraw zupełnie inaczej. Raz na bocznym boisku przy Bułgarskiej zagrałem w oldbojach Lecha, to mieli pretensje, że wystąpiłem w tym meczu, choć jestem legionistą. Od tego czasu nie pojawiłem się już nigdy na stadionie Lecha. Nawet na meczach reprezentacji mnie tam nie było.

Legia też o panu nie pamięta.

Przynajmniej bilety na mecze przy Łazienkowskiej dostaję. I na stadionie przy wyjściu na boisko wisi moje zdjęcie w „Galerii Sław” Legii. A nie spodziewam się, żeby w Lechu coś takiego zrobili. „Zdrajców” przecież nie honorują.

Kiedy wyjdzie pana biografia?

Książka wyjdzie w lipcu. Będzie lajtowa, stonowana. Bez takich fajerwerków, jak u „Kowala”. Będą w niej rozdziały o Lechu i Legii, o wszystkich klubach, w których grałem. Jeszcze nie wiem, jaki będzie tytuł. Zobaczmy, czy kibice to kupią.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Jerzy Podbrożny specjalnie dla nas: Lech Poznań uważa mnie za zdrajcę, a Legia Warszawa przynajmniej umieściła mnie w „Galerii Sław” - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie