Jan Tomaszewski: Tylko bramkarscy dyletanci mogą winić...

    Jan Tomaszewski: Tylko bramkarscy dyletanci mogą winić Wojtka Szczęsnego za stracone bramki - opinia po porażce Juventusu w Lidze Mistrzów

    Zdjęcie autora materiału

    Hubert Zdankiewicz

    Sportowy24

    Aktualizacja:

    Sportowy24

    Wojciech Szczęsny

    Wojciech Szczęsny ©fot. sylwia dabrowa / polska press

    Środowe zwycięstwo Manchesteru United nad Juventusem w Lidze Mistrzów (2:1) odbiło się szerokim echem na Wyspach Brytyjskich, a zdaniem części tamtejszych ekspertów jednym z winowajców porażki mistrza Włoch był Wojciech Szczęsny. Młodszego kolegę po fachu broni były bramkarz reprezentacji Polski Jan Tomaszewski. - Tylko bramkarscy dyletanci mogą winić Wojtka za stracone bramki - podkreśla.
    Wojciech Szczęsny

    Wojciech Szczęsny ©fot. sylwia dabrowa / polska press

    Juventus, przypomnijmy, prowadził do 86. minuty 1:0, po golu Cristiano Ronaldo, by w samej końcówce stracić dwie bramki. Pierwszą po fantastycznym uderzeniu Juana Maty z rzutu wolnego, drugą po podbramkowym zamieszaniu, w którym piłkę do własnej bramki skierował pechowo Alex Sandro (według innych źródeł Leonardo Bonucci).

    Interwencja Szczęsnego właśnie przy drugim golu spotkała się z ostrą krytyką ekspertów. ""Może zamiana z Buffona (latem odszedł do Paris Saint-Germain -red.) na Szczęsnego nie była świetnym pomysłem? Może." - zastanawiał się tabloid "The Mirror".




    Jeszcze ostrzej skrytykowali Polaka w studiu "BT Sports" dwaj byli piłkarze Manchesteru United i reprezentacji Anglii: Owen Hargreaves i Paul Scholes. - Ile drużyn wygrało Ligę Mistrzów bez bramkarza światowej klasy? - zapytał pierwszy z wymienionych.

    - Mógł wyjść do piłki, ale właśnie wtedy okazał swoją największą słabość. Brak zdecydowania - stwierdził drugi, nawiązując do interwencji Szczęsnego przy drugim golu dla United.




    - To kiepski bramkarz. Przez pięć lat walczył w Arsenalu i nie wygląda na to, aby się rozwinął - dodał Scholes, z którym stanowczo nie zgadza się Jan Tomaszewski.

    - Nie wiem czy oni mają do niego jakąś zadrę, ale nie rozumiem takiego podejścia. Anglicy chcieli wykończyć Wojtka bezpardonową krytyką już wcześniej, w Arsenalu. Anglicy i jego trener Arsene Wenger, który zrobił z niego kozła ofiarnego i odstawił na ławkę. Wojtek udowodnił we Włoszech, że jest bramkarzem światowej klasy , a teraz paru pseudo fachowców bramkarskich podważa jego kompetencje - nie owija w bawełnę "Człowiek, który zatrzymał Anglię".

    - Celowo używam słowa pseudo fachowiec, bo Hargreaves i Paul Scholes owszem - byli wybitnymi piłkarzami, zwłaszcza pierwszy. Obaj grali jednak w pomocy, więc o pracy bramkarza mają mniej więcej takie pojęcie jak ja o budowie Wielkiego Muru Chińskiego. Uważam, że gadają głupoty - podkreśla Tomaszewski.

    - Nie ma co w ogóle mówić o pierwszej bramce i fantastycznym uderzeniu Maty. Ktoś powiedział, że Wojtek źle ustawił mur. To ja dodam, że czemu nie stał za murem, bo by mu ta piłka prosto w ręce wpadła. Źle ustawił... Tylko jakiś idiota może coś takiego powiedzieć - ironicznie komentuje były bramkarz, którego zdaniem Szczęsny nie ponosi winy również za utratę drugiej bramki.

    - Przy drugiej bramce dla Manchesteru zawinili tylko i wyłącznie defensorzy Juventusu. Przy tym dośrodkowaniu Wojtek stał prawidłowo, bo tak powinien stać, żeby móc wyjść do piłki. Nie mógł jednak wyjść, bo by do niej nie doszedł, tam przecież wcześniej była główka jednego z piłkarzy United (piłka przeleciała po włosach Marouane'a Fellainiego - red.). Nie mógł przewidzieć, w którą stronę poleci i gdzie ostatecznie wyląduje. Mógł się z nią minąć. Zostanie w bramce było w tej sytuacji słuszną decyzją - tłumaczy Tomaszewski.

    Dodaje, że nie można mieć również pretensji do Szczęsnego za to, że nie złapał w tej sytuacji piłki w ręce. - Przecież ona spadła nisko, na krótki słupek. Wojtek zareagował intuicyjnie i odbił ją przed siebie. Tak się pechowo złożyło, że stało tam dwóch jego kolegów i Paul Pogba, ale tylko jakiś dyletant bramkarski może doszukiwać się w tym jego winy. Gdyby ta piłka była dwa metry nad pierwszym słupkiem, czy metr, to wtedy faktycznie musiałby wyjść z bramki. W tej sytuacji winę ponoszą defensorzy Juve, którzy przegrali wcześniej walkę w powietrzu z piłkarzami Manchesteru - podkreśla.

    Juventus oddał zwycięstwo Manchesterowi United w ostatnich minutach. "Zaliczyliśmy potknięcie. Ta porażka podnosi naszą czujność"

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo