reklama

Jako ministranta molestował mnie ksiądz - twierdzi. Po latach pozwał kapłana, parafię i diecezję, bo dla prokuratury sprawa się przedawniła

wieZaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (31 zdjęć)
Ksiądz Andrzej S. miał molestować Marka Mielewczyka jako nastolatka w jednej z pomorskich parafii w latach 1982-87. Tak mówi były ministrant, który po latach zdecydował się pozwać kapłana, byłą parafię i Diecezję Pelpińską. W pierwszej instancji mężczyzna wywalczył tylko przeprosiny księdza. W środę jego sprawą w drugiej instancji zajął się Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

- Katechezy odbywały się na górze, a ksiądz zawsze prosił mnie by w czymś pomóc, coś przenieść. Samochodem zabierał mnie do wynajętego domu, który pełnił funkcję plebanii. Tam w sposób nachalny, zdecydowany, zaczynał mnie dotykać i dochodziło do wykorzystywania seksualnego – relacjonował Marek Mielewczyk w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” w czerwcu 2015 roku, kiedy sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj, gdzie zobaczysz też fragment wywiadu z mężczyzną, który zdecydował się pozwać kapłana, byłą parafię i Diecezję Pelpińską.

W toczącym się w znacznej mierze za zamkniętymi drzwiami procesie Marek Mielewczyk bezskutecznie domagał się również niemal 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia, które – jak zapowiadał – wydać zamierzał na wsparcie ofiar księży pedofilów.
Ostatecznie po ponad 2 latach procesu w I instancji, sąd nakazał pozwanemu kapłanowi wysłanie autorowi pozwu własnoręcznie podpisanego listu stwierdzającego:

„Ja Andrzej S[...] przepraszam Marka Mielewczyka za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej, które nastąpiły w okresie trwania mojej posługi kapłańskiej w Parafii […].”

- Z uwagi na wyłączenie jawności w niniejszej sprawie nie mogę przedstawić motywów z uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku – poinformował nas odnosząc się do tamtego orzeczenia sędzia Łukasz Zioła, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku.

W środę 24 września 2019 roku, apelacją w tej sprawie rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Czytaj także

Mecenas Kazimierz Wlazło reprezentujący parafię i diecezję wniósł o wyłączenie jawności ze względu na kwestie poruszane w sprawie.
Jednak sędzia Dorota Gierczak, przewodnicząca 3-osobowego składu orzekającego nie zdecydowała się by uwzględnić ten wniosek i procedować sprawę za zamkniętymi drzwiami.

- Jeden z podstawowych zarzutów podnoszonych przez pozwanych to było przedawnienie roszczenia pieniężnego - tłumaczyła sędzia Dorota Gierczak, która omawiała efekty pracy sądu I instancji: - Sąd ustalił, że pozwany Andrzej S. w okresie 1983-87 pełnił posługę kapłańską w parafii […], gdzie powód był ministrantem. Sąd wskazuje, że księża zamieszkiwali w jednym domu, sąsiednich pokojach, że pozwany Andrzej S. uczył dzieci i młodzież, zapraszał powoda do swojego pokoju, a wykorzystując jego zaufanie i autorytet, jakim darzył go powód nakłonił go do zbliżeń cielesnych. Sąd ustala, że takie sytuacje zachowań seksualnych ze strony Andrzeja S. w stosunku do powoda trwały przez kolejne lata. Sąd wskazuje na leczenie, które podjął pan powód. Wskazuje na list, który został wystosowany do diecezji przez lekarkę leczącą powoda i odpowiedź ówczesnego biskupa z dnia 8 stycznia 1988 roku, w którym tenże wskazał, że sprawa jest mu znana, ksiądz został skierowany na rekolekcje i po tych rekolekcjach na inną placówkę z zagrożeniem, że w razie powtarzania się przestępstw będzie pozbawiony możliwości wykonywania obowiązków kapłańskich

Przewodnicząca składu orzekającego wyjaśniła, że ksiądz Andrzej S. rzeczywiście został przeniesiony, a Marek Mielewczyk leczył się psychicznie, ma problemy z nawiązaniem relacji z najbliższymi, podejmował próby samobójcze, a przyczyną jego problemów ma być uwiedzenie i zgwałcenie przez kapłana oraz jego następstwa.

Kwestia pieniężnego zadośćuczynienia za wykorzystywanie nastolatka miała przedawnić się po 10 latach - w 1997 roku.

Wiemy doskonale, że ten człowiek był przenoszony do wielu parafii

Adwokat Jarosław Głuchowski, pełnomocnik Marka Mielewczyka, powołując się na prawo kanoniczne i twierdzenia samego ks. Andrzeja S. przekonywał, że „księdzem jest się zawsze”, a odpowiedzialność przełożonych kapłana, który miał seksualnie wykorzystać ministranta ocenia się „na zasadzie ryzyka” (czyli niezależnie od tego czy mieli oni wiedzę na temat tego, co działo się w parafii). Zastrzegł, że wobec S. używano słowa „pedał” (co w tamtych czasach „miało konotacje bliższe relacjom z chłopcami, a nie z mężczyznami) oraz że jego klient próbę samobójczą podjął jeszcze na 9 lat nim zdecydował się pozwać kościół, a więc na długo po czasie, kiedy teoretyczny czas przedawnienia minął, a to z kolei wskazywać miało na brak wcześniejszej możliwości złożenia pozwu przez ofiarę.

- Wiemy doskonale, że ten człowiek był przenoszony do wielu parafii, wiemy - bo to zeznawał powód – że po pierwszym reportażu, który był odtwarzany przedzwonił do niego mężczyzna, który był skrzywdzony przez Andrzeja S. już w czasie, gdy ten był dopiero wikarym na pierwszej parafii i, w mojej ocenie najważniejszy świadek, pan Kazimierz T. zawnioskowany przez pozwanych diecezję i parafię powiedział o tym, że słyszał, że Andrzej S. przyszedł do powstałej parafii dlatego, że w poprzednich parafiach lubił chłopców. Tak to zostało powiedziane. To nie jest prawidłowe zachowanie. To nie jest likwidacja problemu. To jest przeniesienie problemu z jednego miejsca do drugiego – zastrzegł wskazując nie tylko na odpowiedzialność, ale wręcz „winę” biskupa – tłumaczył mec. Jarosław Głuchowski.

Adw. Kazimierz Wlazło reprezentujący diecezję i parafię skoncentrował się z kolei na kwestii przedawnienia i tego, że by nie zostało one uznane, potrzebne jest jednoczesne wystąpienie trzech przesłanek: szczególny charakter zdarzenia, szczególne okoliczności uzasadniające opóźnienie i nienadmierny wymiar tego opóźnienia.

- Jeżeli w pierwszym z tych punktów można rozważać bo strona pozwana konsekwentnie, wbrew twierdzeniom powoda uznawała te zdarzenia i uważała, że były naganne jak orzekł sad I instancji. Poza tym te zdarzenia miały rzeczywiście charakter szczególny to jednak okoliczności, dla których nastąpiło to opóźnienie wystąpienia z powództwem, z żądaniem, aż tyle lat trwające nie znajduje zdaniem strony pozwanej usprawiedliwienia – przekonywał mec. Kazimierz Wlazło.

Z kolei aplikant adwokacki Bartosz Smoleń reprezentujący Andrzeja S. wskazywał, że nie zgadza się on z rozstrzygnięciem Sądu Okręgowego w Gdańsku: - Nie chciałbym tu wchodzić we względy merytoryczne. Pan S. kwestionuje swoją winę co do całości zdarzenia. Nie uznaje rozstrzygnięcia sądu I instancji, które nakazuje mu przeprosić i w związku z tym apelacja została wywiedziona.

Sędzia Dorota Gierczak po wysłuchaniu argumentacji pełnomocników obu stron sporu zdecydowała, że prawomocny wyrok ogłosi 8 października.

Jako ministranta molestował mnie ksiądz - twierdzi. Po latac...

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Materiał oryginalny: Jako ministranta molestował mnie ksiądz - twierdzi. Po latach pozwał kapłana, parafię i diecezję, bo dla prokuratury sprawa się przedawniła - Dziennik Bałtycki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

to dużo ludzi go molestowało, oprócz księdza jeszcze parafia i diecezja, jak mu się to nie podobało, to przecież nie musiał być ministrantem

W
Wikary bez wiary.

Oto przepis na "dobrego" ksiedza: wykastrowac, zeby nie gwalcil i uciac obie lapy, zeby nie kradl.

p
pobożna

w diecezji chełmińskiej obecnie pelplińskiej był ks Jan Dominik współpracownik SB i gwałciciel młodych kobiet startował do mężatek na konto męża dziewczynki brał między nogi i swoim [wulgaryzm]em opcierał ich pośladki donosił na bIskupa K.Kowalskiego .Był notorycznym alkoholikiem.Tak wygląda profesja ksiądz nic do tej pory w tej profesji się nie zmieniło więc ten zawód to wiara dla starych dewotek, gdyby oni wierzyli w Boga to by nie robili tego co robią.Amen

g
gosc

niezaleznie od tego kiedy mialo to miejsce nalezy karac karac i jeszcze raz karac

G
Gość

mnie dodatkowo nurtuje, jak to jest możliwe aby być molestowanym w latach 82-87, czyli przez 5 lat być molestowanym? I co - i nic z tym nie robić? Nie powiedzieć nikomu? Nie wziąć sprawy w swoje ręce? Wiem, że można się wstydzić, nie mieć odwagi, ale żeby dalej tam łazić przez 5 lat???? Nie zrozumcie mnie źle, jestem za surowym karaniem pedofilii, ale żeby przez 5 lat pozwalać na taką sytuację. Albo totalny Sztokholm albo nie zrozumiałem artykułu.

G
Gość

to wyborca KO ?teraz sobie przypomniał !!!

W
Wikary bez wiary

Wszystkie klechy to zboczency, darmozjady i wydrwigrosze

.

G
Gość

Tzw. molestowani nie mają nigdy alzheimera.

Majapamiec jak słonie, proporcjonalna do wysokości "odszkodowania"

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3