Jak w bezbolesny sposób przestać być premierem? Leszek Miller: Nie da się

Anita Czupryn
Bartek Syta
Odchodzili przez afery, przegrane wybory, czy z powodu niskich notowań rządu. Premier Beatę Szydło to nie dotyczy. Ale stres, brak adrenaliny i poczucie porażki odczuwa każdy z byłych premierów. Jak sobie z tym radzić?

Świadoma odpowiedzialności za moment historyczny, w którym znalazła się teraz Polska, pozostanę w rządzie po to, żeby razem z PiS budować dobrą zmianę - mówiła w Sejmie Beata Szydło, dzień po tym, jak została odwołana ze stanowiska premiera mimo bardzo dobrych notowań.

Beata Szydło była 15 premierem od 1989 roku. Odwołana z tej funkcji przyjęłat niższą - wicepremiera do spraw socjalnych. To nie jest w polityce niczym specjalnie wyjątkowym. Bywało już tak, że byli premierzy zostawali wicepremierami, jak Waldemar Pawlak, czy ministrami, jak Włodzimierz Cimoszewicz, czy doradcami premiera, jak były premier Jan Krzysztof Bielecki, który został przecież przewodniczącym Rady Gospodarczej przy Donaldzie Tusk. W koncu też, byli premierzy otrzymywali wysokie stanowiska unijne, jak Jerzy Buzek, czy Donald Tusk i nadal mogli rozwijać swoją polityczną karierę.

CZYTAJ TAKŻE: Leszek Miller: Dostrzegam złe i dobre skutki "dobrej zmiany"

- Zwykle jednak było to poprzedzone jakimś okresem przejściowym, zawsze trwało, zanim byli premierzy wrócili do polityki po roku, dwóch, czy kilku latach. Beata Szydło jest w zupełnie innej sytuacji - mówi w rozmowie z „Polską” Aleksandra Jakubowska, była rzeczniczka dwóch rządów i była szefowa gabinetu premiera Leszka Millera.

Z Beatą Szydło sytuacja więc jest inna, ponieważ w sposób dość gwałtowny, z dnia na dzień musi zostawić gabinet Prezesa Rady Ministrów i przenieść się do nowego, już tak nie eksponowanego. Zdaniem Aleksandry Jakubowskiej, Beata Szydło, przyjmując nowe stanowisko schowała osobiste ambicje. - Kobiety mają to do siebie, że są lojalne i właśnie tę lojalność w stosunku do ugrupowania, które dało jej olbrzymią szansę, powierzając wcześniej stanowisko premiera i dwie kampanie wyborcze, dobrze widać - uważa była rzeczniczka.

CZYTAJ TAKŻE: Frakcje w PiS. Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki... jakie są grupy interesu w PiS?

Zwraca też uwagę na to, że Beata Szydło przez wiele lat była twarzą ekonomiczno-finansową Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie, była więc związana z tym ugrupowaniem bardzo mocno.

- Myślę, że ta lojalność i kwestia tego, że w rządzie zostanie, że będzie miała wpływ na jego decyzje, pozwala jej przejść ten moment łagodniej niż innym. A po drugie, co wydaje mi się ważniejsze, beata Szydło ma świadomość ogromnego poparcia społecznego. Cała ta akcja, jaka odbywała się w internecie, te protesty przeciwko jej odwołaniu, wszystkie te słowa wsparcia bardzo ją na duchu podniosły. Beata Szydło odchodzi więc z dużym kapitałem zaufania i tylko od niej, i jej partii zależy, w jaki sposób ten kapitał wykorzysta - uważa była polityk.

AIP/x-news

Aleksandra Jakubowska pamięta, że Józef Oleksy długo się nie chciał poddaać, ani oddać premierostwa, nie chciał ulegać presji, jaka na niego spływała po aferze Olina i zarazem podejrzenie o szpiegostwo. - Naprawdę bardzo długo trwało to, żeby się pogodził z myślą, że musi zrezygnować ze stanowiska. Miał głębokie poczucie sprawiedliwości, uważał, że spotkała go straszna krzywda i to mu utrudniało pogodzenie się z tą sytuacją, że już przestaje być premierem - opowiada była rzeczniczka rządu Oleksego.

Z kolei Włodzimierz Cimoszewicz odszedł, rzec można, w sposób naturalny, choć ciągnie się za nim powiedzenie, że zmyła go przedwcześnie powódź, jaka nawiedziła Polskę w 1997 r. A wszystko to za sprawą niefortunnego sformułowania, że rząd nie będzie płacił powodzianom odszkodowań, bo „trzeba było być przezornym i się ubezpieczyć”, co chetnie cytowały media, nie dodając drugiej części jego wypowiedzi, ze rząd oczywiście będzie wspierał powodzian. Cztery lata później Włodzimierz Cimoszewicz znów wszedł do rządu, tym razem jako minister spraw zagranicznych. - Cimoszewicz przestał być premierem, bo przegraliśmy wybory. Coś się skończyło. Natomiast w przypadku Leszka Millera było jeszcze inaczej, dlatego, że jego odejście zostało niejako wymuszone przez różne siły - przypomina Jakubowska. O przyszłej dymisji Leszka Millera zdecydowała sytuacja polityczna, a przede wszystkim afery, które się wtedy rozpętały, zwłaszcza afera Rywina, potem starachowicka. Zresztą medialny ostrzał z hasłem „SLD wolno mniej” trwał od początku, odkąd w 2001 roku SLD wygrał wybory. Sojusz Lewicy demokratycznej nie mógł wtedy liczyć na przychylność mediów.

- Zdecydowało też to, co wydarzyło się wewnątrz samej partii, to znaczy walka frakcyjna, frustracja niektórych działaczy i ostateczny cios, jaki zadał SLD Marek Borowski, wyprowadzając z klubu poselskiego SLD 30 posłów, przez co utraciliśmy większość parlamentarną - przypomina Aleksandra Jakubowska.

Rezygnacja Millera była więc wymuszona. - Myślę, że Leszek nie pogodził się do końca z tym, że musi odejść, tym bardziej, że SLD jeszcze, jako rząd mniejszościowy, rządziło do końca kadencji - dodaje była szefowa jego gabinetu.

Leszek Miller w rozmowie z „Polską” przyznaje, że tak całkiem bezboleśnie nie da się opuścić gabinetu prezesa Rady Ministrów. - Wysokość i rozległość tego stanowiska wymaga ogromnego zaangażowania i ciężkiej pracy, więc potem, rzeczywiście, trudno przestawić się na inny tryb. Najważniejsze, to żeby pierwszego dnia zdać sobie sprawę, iż nic nie jest nam dane raz na zawsze i zadać sobie pytanie, jak będzie wyglądał mój ostatni dzień w tym gabinecie - mówi.

Kiedy Leszek Miller po nominacji przyjechał po raz pierwszy do Kancelarii Premiera , przywitał go ustępujący premier Jerzy Buzek. - Wypiliśmy herbatę, porozmawialiśmy. Patrzyłem jak wychodzi z gabinetu i odjeżdża samochodem. Potem to ja witałem Marka Belkę, który też patrzył jak opuszczam gabinet. Belkę z kolei żegnał Kazimierz Marcinkiewicz. Taka jest kolej rzeczy. Pamiętam pierwszego dnia, jak przestałem być premierem, pojechałem do znajomych na Mazury. Pływaliśmy łódką, zrobiliśmy sobie grilla, wypiliśmy trochę wódki i wina - wspomina Miller. Uważa, że bardzo ważnym czynnikiem w tym momencie jest rodzina. - Wsparcie rodziny bywa bardzo pomocne; ja na swoich bliskich mogłem liczyć. Ważne też są pasje, zainteresowania. Bo, oczywiście, kiedy wychodzi się z gabinetu premiera, telefon dzwoni dużo rzadziej, „przyjaciół” robi się mniej, chociaż ci prawdziwi zostają. Ale prawda jest taka, że polityka jest jak narkotyk - uzależnia i bardzo trudno się od niej uwolnić. Większość premierów więc w polityce zostaje, albo do niej wcześniej czy później wraca - mówi Leszek Miller.

CZYTAJ TAKŻE: Ludwik Dorn: Premier Morawiecki jest specyficzną mutacją posła Piotrowicza

Zdaniem Kazimierza Marcinkiewicza, kolejną metodą na to, żeby bezboleśnie przestać być premierem, jest możliwość odpoczynku i zrobienia czegoś dla siebie. Na przykład, można nauczyć się języka angielskiego, albo w ogóle zrobić coś, na co, jak się było premierem, nie miało się czasu, a teraz można się temu poświęcić.

- Trzecia doskonała metoda, która skutkuje zawsze i wszędzie, to jest sport, obojętnie, bieganie, pływanie, chodzenie, golf czy siłownia, która pozwala utrzymywać choć namiastkę tej adrenaliny, jaka była w człowieku, kiedy sprawował urząd premiera. Wtedy jest łatwiej poradzić sobie ze stresem związanym z opuszczeniem najważniejszego miejsca w państwie - mówi były premier Marcinkiewicz. Jest też zdania, że teraz była premier Beata Szydło z pewnością będzie miała więcej czasu, nawet mimo nowych obowiązków jako wicepremier. - Kiedy pełniłem obowiązki premiera, spałem po 3-4 godziny na dobę. Trzeba było każdego dnia podejmować dziesiątki decyzji, na przeczytanie i analizę czekały tony dokumentów - wspomina Kazimierz Marcinkiewicz, dodając, że byłą premier nic takiego już nie czeka.

Za to, jego zdaniem, Beata Szydło będzie teraz mogła skupić się na budowaniu i umacnianiu swojej pozycji wśród Polaków, wyborców PiS. A przyszłość? Wszystko zależy od niej, a że jest wiceprezesem partii, to polityczna przyszłość z pewnością przed nią stoi.

Współpraca: Dorota Kowalska

AIP/x-news

Wideo

Materiał oryginalny: Jak w bezbolesny sposób przestać być premierem? Leszek Miller: Nie da się - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hutas
Pani Sz. wiedziała przecież, że nie będzie premierem, tylko zastępcą prezesa ds. koordynowania rządem. Wezwana - karnie złożyła dymisję. Nad czym tu dumać?
i
idek1702
Pani była premier ma ogromne poparcie i tu niema co ukrywać. Wcale się nie zdziwię jak wystartuje przy najbliższych wyborach prezydenckich. Trzymana jest na wysokim stanowisku wicepremiera, z uwagi na chwiejność obecnego prezydenta. Jak będzie trzeba to zmiecie bez pudła każdego i jego też , mając tak wysokie poparcie. Ciekawa przyszłość nas czeka, w najbliższych miesiącach i latach.
A
Anna
Bardzo szanuje Panią Beatę Szydło jestem pełna szacunku za jej 2 letnie rządy.Głosowałam za PiS też za to co zrobili.Ale -nie odsuwa się Premiera ,tylko za to ,że nie szło Wam jak po maśle.To co zrobił-PiS -to bardzo dużo -ale zasługa Pani Premier jest bardzo duża.Moja rodzina zastanowi się przy urnie 2 razy przy oddaniu głosu.Bardzo dziękuję Pani Premier za wszystko co zrobiła,a PiS-owi to zapamiętamy.
o
olo
Przestawianie paprotek
G
Gość
Z tego pocztu premierow tylko Tow. Miller zasluguje na uwage. I zrozumialym iz oprocz lady Szydlo.
Tow. Miller by przeciwny spolce ze wspolnikiem o jednym czy dwoch procentach. Jednakze, dowodzacy z Gazety Wielkiej nie posluchali, wiec wygrali 4,99 proc., zamiast 12 proc.. Nalezy zauwazyc i fakt, ze Tow. Miller zachowuje sie wobec wygranego, PiS, wyjatkowo przyzwoicie.
To spowoduje, ze SLD stanie sie w kolejnych wyborach sporym zagrozeniem dla TOTALNYCH! I co jest wyjatkowo wysmienicie. Dlatego Schetyna juz buduje, jak zwykle malpujac z PiS, jakies Zjednoczenie. Ale w rzeczywistosci czegoz, nikt nie wie. Najpierw rozpisali PO na spolki, wyslali na banicje po miliony euro, a teraz sie jednocza. Cyrk i autentyczne olewanie wyborcow, zarazem i nie wyborcow! Czy w PO uwazaja, ze co drugi z wyborcow dostal w dziecinstwie kopniaka w glowe? Czy jak ma sie uwazac?
Dodaj ogłoszenie