MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ile zapłacimy za prąd, węgiel i gaz jesienią 2022 roku w domach i firmach? Scenariusze mówią o recesji, ale nie musi to oznaczać spadku cen

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Hurtowe stawki za energię elektryczną w niektóre dni szokują: jeszcze niedawno przekraczały nieznacznie 210 zł za megawatogodzinę, a dziś potrafią dojść do... 2500 zł. Gaz jest w Europie kilkanaście razy droższy niż półtora roku temu. Ceny węgla na światowych rynkach pobiły historyczne rekordy o... 300 procent. Czy i kiedy skończy się to szaleństwo?
Hurtowe stawki za energię elektryczną w niektóre dni szokują: jeszcze niedawno przekraczały nieznacznie 210 zł za megawatogodzinę, a dziś potrafią dojść do... 2500 zł. Gaz jest w Europie kilkanaście razy droższy niż półtora roku temu. Ceny węgla na światowych rynkach pobiły historyczne rekordy o... 300 procent. Czy i kiedy skończy się to szaleństwo?
Hurtowe stawki za energię elektryczną w niektóre dni szokują: jeszcze niedawno przekraczały nieznacznie 210 zł za megawatogodzinę, a dziś potrafią dojść do... 2500 zł. Gaz jest w Europie kilkanaście razy droższy niż półtora roku temu. Ceny węgla na światowych rynkach pobiły historyczne rekordy o... 300 procent. Czy i kiedy skończy się to szaleństwo? Ile zapłacimy za energię i paliwa jesienią i zimą 2022 roku? To gorący temat w milionach gospodarstw domowych, ale też w bardzo wielu firmach, zwłaszcza tam, gdzie surowce energetyczne i prąd silnie rzutują na koszty. Oto prognozy oparte na najbardziej prawdopodobnych scenariuszach ekonomicznych.

Ceny energii i surowców energetycznych w najbliższych miesiącach zależeć będą w największym stopniu od tego, czy w drugiej połowie roku Europa, Ameryka, ale też Chiny utrzymają względnie dobrą koniunkturę gospodarczą, czy też wejdą w fazę recesji. Drugi scenariusz jest coraz bardziej prawdopodobny nie tylko dlatego, że pandemia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale przede wszystkim z tego powodu, że - w celu zahamowania inflacji - banki centralne (w tym NBP) podwyższają stopy procentowe, a to zawsze prowadzi do schłodzenia koniunktury.

W Krakowie widać to wręcz modelowo na przykładzie budownictwa mieszkaniowego: wysokie oprocentowanie, a więc i rekordowe raty kredytów hipotecznych, sprawiły, że kupnem mieszkań zainteresowani są dziś niemal wyłącznie inwestorzy dysponujący własną gotówką. Ich grono jednak też topnieje, ponieważ za sprawą dwukrotnego obniżenia popytu - ceny lokali przestały rosnąć i ich zakup już nie zabezpiecza przed inflacją; co więcej – mimo wakacji kredytowych część kredytobiorców wystawia swe mieszkania na sprzedaż, co może doprowadzić do obniżenia cen. Przy wysokich kosztach materiałów, paliw i energii oraz robocizny biznes mieszkaniowy przestaje być opłacalny, rośnie za to ryzyko strat. Efekt: już teraz mamy w Krakowie i Małopolsce (wedle GUS) dwa razy mniej inwestycji mieszkaniowych niż rok temu. Długofalową konsekwencją tego trendu będzie spadek zapotrzebowania na paliwa, energię, materiały itp. I wszystko zacznie tanieć, albo przynajmniej przestanie drożeć. Tak było po wybuchu pandemii w 2020 r., kiedy światowe ceny prądu, węgla, gazu, ropy i gotowych paliw płynnych tąpnęły.

- Teraz sytuację komplikuje wojna w Ukrainie. Rosyjska agresja w parze z nieobliczalnością władzy na Kremlu sprawia, że trudno tu zastosować proste modele ekonomiczne. Może być tak, że będziemy mieli recesję i silny spadek popytu na surowce i energię, a mimo to ich ceny nie będą chciały spadać z powodu ograniczonej dostępności wywołanej – z jednej strony – zatrzymaniem dostaw przez Moskwę, a z drugiej – embargami wprowadzonymi przez kraje Zachodu

– komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC Polska.

Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego, zwraca uwagę, że sytuacja ekonomiczna w Europie i świecie zależy dziś w mniejszym stopniu od prowadzonej przez poszczególne rządy polityki gospodarczej, a w większym – od tego, co dzieje się na frontach wojny w Ukrainie. – Można powiedzieć, że więcej zależy tu od generałów i arsenału militarnego, a mniej od ekonomistów i klasycznych narzędzi ekonomii – podkreśla ekspert.

- Trzeba jednak pamiętać, że Europa i Polska znalazły się w obecnej sytuacji w znacznej mierze także z powodu rażących błędów w polityce makroekonomicznej i pieniężnej. W Polsce musimy też mówić o rażących błędach w polityce energetycznej popełnionych w ostatnich kilkunastu latach przez wszystkie rządy

– zastrzega były wicepremier Janusz Steinhoff, minister gospodarki Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

Ma na myśli m.in. brak jakichkolwiek postępów w energetyce jądrowej, brak inwestycji w modernizację sieci energetycznych (które znalazły się na granicy wytrzymałości, przez co trzeba było w tym roku zatrzymać huraganowy rozwój fotowoltaiki prosumenckiej) oraz zahamowanie na prawie siedem lat rozwoju lądowej energetyki wiatrowej. W opinii Janusza Steinhoffa, rząd i kontrolowane przezeń koncerny energetyczne nie potrafiły też w porę zareagować na spodziewany deficyt węgla kamiennego i wzrost jego cen. A jakie w konsekwencji tego wszystkiego mogą być w Polsce ceny energii i paliw jesienią i zimą? Oto nasza analiza.

Energia elektryczna: ceny wyższe… siedem razy!

W 2019 roku cena hurtowa wynosiła ok. 230 zł za megawatogodzinę, w pandemii spadła do 220 zł, by po przebudzeniu gospodarki w 2021 przebić granicę 400 zł. Rok 2022 to już szaleństwo: w niektóre dni cena prądu z terminem dostawy w 2023 r. przekracza 1500 zł za MWh – to SIEDEM RAZY WIĘCEJ niż płaciliśmy średnio w ostatniej dekadzie; co więcej – mamy do czynienia z codziennymi brakami energii, więc dostawcy muszą uzupełniać niedobory po cenie dnia sięgającej nierzadko… 2500 zł.

80 procent prądu w Polsce produkujemy z węgla, brunatnego i kamiennego. Mamy go za mało, ale zużycie mogłoby być dużo mniejsze, gdyby rząd nie unieruchomił na 7 lat lądowej energetyki wiatrowej. Przykład: w połowie lipca wiatraki na morzu produkowały nam tyle energii, ile elektrownie oparte na węglu kamiennym; gdybyśmy mieli wiatraki także na lądzie, zaoszczędzilibyśmy wiele milionów ton węgla i nie trzeba by go teraz importować za grube pieniądze.

Kontrolowane przez rząd koncerny energetyczne zaopatrują się w węgiel w kontrolowanych przez rząd koncernach górniczych. Górnicy żądają, by energetyka płaciła kopalniom za węgiel ceny światowe, czyli wielokrotnie wyższe niż dotąd. Równocześnie wywalczyli podwyżki i rekompensaty – a wynagrodzenia stanowią połowę kosztów wydobycia. To z pewnością wpłynie na ceny węgla – a więc i prądu.

Przed zimą państwowe koncerny energetyczne chcą podnieść ceny dla gospodarstw domowych o kilka procent, a od 2023 roku - nawet o 100 proc. (wynika to z wypowiedzi prezesa URE). Firmy i samorządy nie są chronione przez taryfy URE, więc muszą się liczyć ze wzrostem cen o ponad 500 procent w stosunku do stawek sprzed pandemii.

Gaz ziemny: ceny stop, ale tylko dla gospodarstw, firmy i samorządy zapłacą kilka razy więcej

Jesteśmy skazani na gaz z importu. W latach 2015-2019 kupowaliśmy go w hurcie średnio po 85, góra 96 złotych za megawatogodzinę, a w pandemicznym 2020 r. – poniżej 55 zł. W drugim kwartale 2021 było to już ponad 100, a w trzecim – ponad 200 zł za MWh. W pierwszym kwartale 2022 średnia dobiła do 440 zł, a w lipcu pokonała granicę 180 euro, czyli 864 zł na MWh. Rok temu płaciliśmy ponad 7 razy mniej.

Dalszy poziom cen zależał będzie od dostępności paliwa w Europie. Polska zapełniła zawczasu wszystkie magazyny i rozwinęła alternatywne szlaki dostaw (przez gazoport w Świnoujściu), ale jednocześnie – jak zauważył podczas 17. Forum Przedsiębiorców Piotr Woźniak, b. minister gospodarki i b. szef PGNiG – wynegocjowany w 2019 r. kontrakt na dostawy gazu z szelfu norweskiego zapewne nie został zawarty i wciąż nie wiadomo, jakim gazem wypełnimy gazociąg Baltic Pipe, który ma ruszyć z końcem tego roku. Dostawy z tego kierunku miały w pełni zrekompensować to, co odciął nam Gazprom.

Taryfy PGNiG dla gospodarstw domowych wzrosły w rok o 80 proc. i mają być – wedle planów rządu – zamrożone do 2027 r. (PGNiG dostanie rekompensaty z naszych podatków). Firmy i samorządy muszą się nastawić na to, że zapłacą za gaz nawet ponad 6 razy więcej niż w 2019 roku.

Węgiel kamienny: historyczny rekord cen pobity o… 300 procent

Poprzedni rekordowy poziom - 100 dol. za tonę – węgiel osiągnął w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) zimą na przełomie 2018 i 2019 roku, by już w maju 2019 (a więc jeszcze przed pandemią) zanurkować do 55 dol., czyli 211 zł. Jesienią 2021 popyt na węgiel wzrósł jednak w Europie gwałtownie, m.in. w związku ze zwiększonym zużyciem energii po odbiciu gospodarczym, a zarazem słabszą produkcją z OZE (woda, słońce, wiatr) oraz zamykaniem przez Niemcy elektrowni jądrowych.

Po rosyjskiej napaści na Ukrainę węgiel zaczął być w wielu krajach świata – także w Europie, zwłaszcza w Polsce i Niemczech - uznawany za alternatywę dla gazu (dokładnie odwrotnie niż planowała Komisja Europejska: to gaz miał przejściowo zastąpić węgiel w okresie transformacji). Ten stan potrwa jakiś czas, ponieważ węgiel łatwo transportować i składować, a zarazem – rynek sprzedawców (Australia, Ameryka Południowa i Północna, Afryka) jest tu bardzo konkurencyjny i lepiej kontrolowany przez kraje Zachodu, niż zmonopolizowany i trudny politycznie rynek naftowy i gazowy (Rosja, OPEC).

Za tonę węgla energetycznego trzeba dziś zapłacić w ARA ok. 350 dol., czyli przy obecnym kursie 1700 zł. Po doliczeniu kosztów przeładunku i transportu po Polsce oraz podatków wychodzi ponad 3 tys. zł. Takie są ceny w składach, mówi się nawet o 4 tys. zł jesienią. Tymczasem prognozy Ministerstwa Klimatu i Środowiska zakładają, że po okresie paniki podsycanej przez sprzedawców - ceny zaczną spadać. Mają temu służyć działania rządu, m.in. program dopłat do węgla dla gospodarstw domowych oraz import brakujących na rynku 4,5 mln ton przez państwowe spółki.

Gospodarstwa domowe będą mogły od początku sierpnia kupić opał po 996,60 zł za tonę (do 3 ton na dom), ale z prostych wyliczeń wynika, że 3 mld zł państwowej dotacji wystarczy dla ok. 930 tys. domów - a węglem pali 4,3 mln. Firmy i samorządy nie zostały objęte dopłatami, więc są skazane na ceny rynkowe – zapewne ponad 3 tys. zł za tonę. Spadek cen wydaje się mało prawdopodobny, ponieważ cała Europa będzie szukać jesienią źródeł energii alternatywnych wobec rosyjskiego gazu, a także (już zakazanego w UE) węgla.

W kolejnym odcinku: Ile zapłacimy za paliwa płynne oraz ogrzewanie z sieci jesienią i zimą 2022.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Ile zapłacimy za prąd, węgiel i gaz jesienią 2022 roku w domach i firmach? Scenariusze mówią o recesji, ale nie musi to oznaczać spadku cen - Dziennik Polski

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński