Horror nad wodami

Sławomir Włodarczyk, 20 listopada 2004 r.
Codziennie strażnicy rybaccy łapią przynajmniej kilku amatorów nielegalnego połowu łososiowatych.

Łososie i trocie ciągną na tarło w górę zachodniopomorskich rzek i ich dopływów. Ryby do końca grudnia są pod ochroną. Wędkarze poszli nad jeziora, a rzeki objęły we władanie bandy kłusowników.

Bandy zorganizowane

Tylko w ubiegłym tygodniu na Parsęcie zatrzymano 18 kłusowników, w tym wielu recydywistów.

- Siedzą w krzakach na brzegu i pilnują rozciągniętych w poprzek rzeki drygawic - mówią strażnicy. - Przez oczka sieci nic się nie prześlizgnie. Bandy są doskonale zorganizowane i wyposażone. Mają łodzie motorowe, nowoczesne środki łączności, porządne auta, sieć informatorów, a nawet zakonspirowane chłodnie w terenie!

Na Redze też stawiają sieci. Wśród zatrzymanych, większość to karani za kłusownictwo. Strażnikom opadają ręce. - Przejedziemy, nie ma nikogo, wracamy, już siedzą. Obserwują nasze ruchy. Ponton wyładowany rybami. Trocie, łososie, szczupaki, sandacze, lipienie, leszcze. Na szczęście żywe. Rybom darowaliśmy wolność.

Łowią kilkaset kilogramów ryb tygodniowo

Kłusownicy znają każdy ruch strażników. Trwa wojna podjazdowa. Stawką są duże pieniądze.

- To doskonale prosperująca gałąź przemysłu - przekonują strażnicy. - W ciągu tygodnia kłusownicy wyławiają nawet kilkaset kilogramów ryb. Cena sklepowa szczupaka czy sandacza waha się w granicach 18-21 złotych. Troci i łososia dwa razy tyle. Sprzedają towar za pół ceny, a i tak przynosi im to spory dochód. Odbiorcami ryb są często właściciele restauracji i sklepów.

Spółdzielnie

Niepokojącym jest fakt, że kłusownicy się jednoczą. Zakładają tzw. "spółdzielnie". Rzeki dzielą pomiędzy sobą na strefy wpływów. Mocniejsi mają dostęp do ryb szlachetnych, młodym pozostają leszcze i plocie. Ale i z tego da się wyżyć.

Metody polowania na ryby są coraz brutalniejsze, a rozmiary wyrządzanych szkód dużo większe niż dawniej. Przed laty kłusownicy działali prosto. Stawiali sieci na noc, o świcie wybierali łup.

Teraz po zastawieniu podwodnych wnyków płoszą ryby zapędzając je w kierunku pułapki bez wyjścia. Inna metoda przypomina połów kutrów rybackich. Łódź ciągnie za sobą sieć póki ta nie będzie pełna ryb. Każda z tych metod czyni w wodzie olbrzymie spustoszenie.

Statystyki porażają

Tylko od maja strażnicy wód z Regi, Iny i Parsęty zdjęli ponad 700 sieci. Ponadto, co najmniej 300 siatek wyciągnęli z rzek policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej i Państwowej Straży Łowieckiej.

Kłusownicy stracili 12 pontonów, 6 akumulatorów oraz 4 agregaty do zabijania ryb. Strażnicy oceniają, że są w stanie wykryć najwyżej 20 procent przestępstw kłusowniczych. Kłusowników nie przerażają kary - do 3 lat pozbawienia wolności i mandatu nawet do 1,5 tysiąca złotych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie