Grzegorz Lato specjalnie dla nas: Wierzę, że Robert Lewandowski pojedzie z reprezentacją Polski do Kataru

Jacek Kmiecik
Jacek Kmiecik
Sylwia Dabrowa
Udostępnij:
Reprezentacja Szwecji nie jest ani wygodnym ani szczęśliwym dla Polaków rywalem. Ostatnie zwycięstwo w meczach o punkty odnieśliśmy nad Szwedami... 48 lat temu podczas mistrzostw świata 1974 w RFN. Wygraną 1:0 zapewnił nam król strzelców tamtego turnieju Grzegorz Lato.

Czy po niemal pół wieku pokonamy wreszcie Szwedów w meczu o stawkę?

Grzegorz Lato: Życzę tego chłopakom z całego serca. Nawet po słabym meczu, wszystko im wybaczę, byleby wygrali.

Dlaczego akurat po słabym meczu?

Bo po tym, co pokazali w meczu ze Szkocją, nie bardzo wierzę w porywającą grę. Zresztą Szwedzi z Czechami też się strasznie męczyli, wzajemnie sobie przeszkadzali. Nie oczekuję więc we wtorkowy wieczór jakiegoś wielkiego widowiska. Ale na pewno będę oglądał mecz i trzymał kciuki za chłopaków. Choć nie ukrywam, że po Szkocji ostudzili optymizm. Dziennikarze już pisali, że awans mamy pewny, bo gramy u siebie. Ale Szwecja nigdy nam nie leżała.

Ostatni raz pokonaliśmy ją w meczu o punkty w 1974 roku.

No właśnie. Nawet wiem, kto wtedy bramkę strzelił. Przez przypadek. Mam nadzieję, że teraz Michniewicz wystawi najsilniejszy skład i pod wodzą Roberta Lewandowskiego pojedziemy do Kataru.

Czy pan L. pójdzie śladem pana L. i zapewni nam zwycięstwo?

Jestem kibicem Roberta Lewandowskiego. Choć zdaję sobie sprawę, że mamy najlepszego piłkarza na świecie, a reprezentacja nam kuleje. Nie wiem, dlaczego nasi zawodnicy grają w klubach niemieckich, angielskich, włoskich, a to nie przekłada się na wyniki reprezentacji.

Gdzie więc leży przyczyna?

Nie wiem, jaka jest atmosfera w szatni. Sukcesy na razie odnoszą w Bundeslidze, Serie A czy Premier League. Za moich czasów słowo trenera było święte. Nie było czegoś takiego, że zawodnicy wybierali sobie w kadrze mecze, że jeden chce grać, a drugi odpocząć.

Może brakuje naszej reprezentacji odpowiedniego trenera?

Michniewicz nie jest zły, ma odpowiedni warsztat i doświadczenie, pracował przecież w Ekstraklasie i odnosił sukcesy z młodzieżówką.

A nie wydaje się to dziwne, że Karol Świderski nie przyjechał na mecze reprezentacji, bo był podobno kontuzjowany, a zagrał w meczu MLS i dla swojego zespołu Charlotte FC zdobył nawet dwie bramki.

Nie wiem, czy był powołany?

Był, ale klub wysłał do PZPN zawiadomienie, że polski napastnik jest kontuzjowany i czeka go dwutygodniowa przerwa. Zagrał jednak już po sześciu dniach.

Ja nie przypominam sobie, żeby któryś z zawodników w moich czasach odmawiał gry w reprezentacji i wybierał sobie mecze w drużynie narodowej. Gra w biało-czerwonych barwach była wtedy zaszczytem i honorem. A teraz Robert Lewandowski uzgadnia z selekcjonerem, że nie wyjdzie na mecz z Węgrami, bo jest przemęczony, a parę dni później gra w Bundeslidze. Jak się sezon skończy, to reprezentanci będą odpoczywać. Od tego mają wakacje. Dzisiaj jednak liczą się interesy i układziki.

A propos interesów i układów, nie drażni to Pana, że selekcjoner jest w grupie menedżerskiej i powołuje do reprezentacji aż pięciu zawodników z tak zwanej stajni swojego agenta?

Nic na ten temat nie wiem. Dziennikarze zaczynają, jak zawsze, szukać dziury w całym. Wyciągają Michniewiczowi, że rozmawiał z „Fryzjerem”. I co z tego, że rozmawiał? Ja też z rozmawiałem z „Fryzjerem”, jak byłem trenerem Amiki, a on był tam działaczem. Wyprosiłem go z szatni. I miał tam ode mnie zakaz wstępu. A Michniewicz był wtedy u mnie rezerwowym bramkarzem i siłą rzeczy znał się z „Fryzjerem”. W Amice wszyscy się z nim znali. Jak rozmawiał z „Fryzjerem”, to trzeba go od razu za to piętnować? Wy, dziennikarze, byście chcieli wybrać trenera, ustawić mu kadrę i obrać taktykę, a jak przyjdzie porażka, to oczywiście winny jest trener i PZPN.

Jak po dziesięciu latach od opuszczenia przez Pana funkcji prezesa, postrzega Pan PZPN?

Strasznie dużo krytyki spotkało mnie po przejęciu związku po Michale Listkiewiczu. Na PZPN ciążyło piętno korupcji. Ale czy to PZPN kupował mecze?

Nie, ale jako organizacja zwierzchnia jest odpowiedzialny za wizerunek polskiej piłki i ponosi za to odpowiedzialność.

PZPN nie ma jednak narzędzi do śledzenia i podsłuchiwania przestępców. Od tego jest policja i prokuratura. W korupcję zamieszani byli sędziowie, działacze, trenerzy i zawodnicy, a to mnie pytano, czy podam się do dymisji.

Większość z nich poniosło jednak zasłużoną karę.

Nie wszyscy ponieśli. Kluby, a przynajmniej ich zdecydowana większość, nie odpowiedziała za korupcję. Właściciele udawali głupka. A pieniądze na kupowanie meczów, to skąd były? To jednak ja musiałem zmagać się z tymi korupcyjnymi naleciałościami przez całą swoją kadencję.

Obecny prezes PZPN Cezary Kulesza ma łatwiej?

Zbychu Boniek był przez dwie kadencje. Wszystko poukładał – budżet i strukturę. Tylko jednego nie udało mu się ułożyć – wyników reprezentacji, z czego tak naprawdę rozliczają PZPN kibice. Na mistrzostwach świata w Korei i w Rosji czy mistrzostwach Europy w Austrii i u nas – pierwszy mecz w łeb, drugi o wszystko i trzeci o honor. W tym stuleciu tylko raz odnieśliśmy sukces za Adama Nawałki na Euro 2016, gdy zagraliśmy w ćwierćfinale i najpierw na karne w 1/8 finału wygraliśmy, a potem na karne polegliśmy po zmarnowanym karnym Kuby Błaszczykowskiego.

Nie wspomina Pan Kuby najlepiej po aferze z biletami na Euro 2012?

Miał do mnie pretensje o to, że nie dostał biletów dla rodziny na mecze. Nie wiedziałem, że ma taką liczną rodzinę i potrzebuje po kilkadziesiąt biletów na każdy mecz. To nie jest biedny człowiek. Mógł sobie kupić, skoro potrzebował. Gdy to wyszło na jaw, nazwali go „bileterem”. Nie wracajmy do tych spraw. Szkoda gadać. Życzę Kubie wszystkiego najlepszego, sukcesu z Wisłą Kraków, bo Wisła to przecież historia polskiej piłki. Przykro byłoby jakby spadła i podzieliła los równie zasłużonego Ruchu Chorzów.

Ruch powoli wychodzi z kryzysu. Jest bliski powrotu do Ekstraklasy.

Do awansu Ruchowi daleko, że ho ho. Na razie w drugiej lidze ma przed sobą Stal Rzeszów i Chojniczankę. A jeszcze dziewięć kolejek do końca i baraże.

Na szczęście „Pańska” Stal Mielec ma się całkiem dobrze w Ekstraklasie.

Stal Mielec ma problemy. To nie te czasy, kiedy ja w niej grałem i miała bogatego sponsora, jakim były zakłady WSK Mielec. Ruch też wtedy miał za sobą hutę Batory. A inne kluby na Górnym Śląsku – kopalnie. Na brak pieniędzy w polskiej piłce nie można było narzekać. Zawodnicy mogli myśleć tylko o grze. A to przekładało się na wyniki klubów i reprezentacji. Należeliśmy do najlepszych świecie. Mieliśmy trzecie miejsce na mistrzostwach świata w RFN i Mundialu w Hiszpanii. Jeszcze w 1986 roku na Mundialu w Meksyku z trenerem Antonim Piechniczkiem wyszliśmy z grupy i w meczu o ćwierćfinał przegraliśmy z Brazylią. A potem już był zjazd. Ani razu na mistrzostwach świata nie wyszliśmy z grupy.

Może to się zmieni w Katarze?

Najpierw poczekajmy do wtorku, a o Katarze możemy rozmawiać po meczu ze Szwecją. Po występie ze Szkocją mam pewne obawy. Dlaczego w Glasgow zagraliśmy w takim zestawieniu, a Michniewicz nie spróbował drużyny w najsilniejszym składzie, przynajmniej przez 45 minut? Przecież sześć zmian dawało mu taką możliwość. Szczerze, nie wiem, co o tym myśleć? Szkoci, choć też grali osłabieni, byli od nas szybsi, agresywniejsi i lepiej ułożeni.

Szwedzi prezentują podobny styl.

Na pewno czeka nas we wtorek ciężki mecz. Ale jest jeden plus – gramy w Chorzowie. Stadion Śląski zawsze był dla nas szczęśliwy.

Ostatnio jednak nie bardzo. Za Jerzego Brzęczka kadra miała tam problemy, a i ze Szwecją przegraliśmy na Śląskim za Andrzeja Strejlaua, Janusza Wójcika i Pawła Janasa.

Dla „Orłów Górskiego” Śląski był zawsze szczęśliwy. Odprawiliśmy na nim Holandię 4:1, Anglię 2:0 i Walię 3:0. Kibice tworzyli niepowtarzalną atmosferę, tak zwany Kocioł Czarownic, nieśli Polaków do zwycięstwa. Wierzę, że i teraz los się do nas uśmiechnie.

Już raz się do nas uśmiechnął, gdy FIFA przyznała nam walkowera i nie musieliśmy grać barażu z Rosją w Moskwie.

To prawda. FIFA dała nam wolny los, słusznie wykluczając Rosję. Niby nic dwa razy się nie zdarza, ale ja liczę na magię Stadionu Śląskiego, który przecież uchwałą Walnego Zgromadzenia PZPN z początku lat dziewięćdziesiątych nazwany był Stadionem Narodowym. Ale na Euro 2012 Narodowym nazwano stadion wybudowany w Warszawie w miejscu Stadionu Dziesięciolecia, zwanego „Jarmarkiem Europa”. Stadionowi w Warszawie ministra Mirka Drzewieckiego w zasadzie nic nie brakuje. Jest piękny, nowoczesny, funkcjonalny, z ekstra widocznością, nazwany słusznie domem polskiej piłki. Ma tylko jedną wadę. Jak deszcz zacznie padać, to dach się nie zamyka. Ale cóż to znaczy przy dwóch miliardach dwustu milionach złotych wydanych na jego budowę.

Na Stadionie Śląskim nie ma z tym problemu, bo obiekt nie posiada zamykanego dachu.

Dach im się zawalił podczas przebudowy. Liny trzymające konstrukcję popękały. Ale teraz znowu obiekt prezentuje się okazale. Jakby nie patrzeć, wracamy na stare śmieci. I mam nadzieję, że chłopaki staną na wysokości zadania.

Wybiera się Pan na mecz?

Nie wiem, autostradą od siebie do Chorzowa mam około trzech godzin. Zaproszenie dostałem, jako członek Klubu Wybitnego Reprezentanta.

Jako byłemu prezesowi PZPN należy się Panu z urzędu.

Niby tak. W każdym razie, jak mi się zachce, to pojadę. Na razie pilnuję domu w Bieszczadach na granicy. Wilki, niedźwiedzie grasują. Helikoptery latają i płoszą zwierzynę. Ale dobrze, że latają i pilnują bezpieczeństwa. Bez NATO i Unii Europejskiej nie wiadomo, co by było teraz z Polską. Dobrze, że FIFA i UEFA wykluczyły Rosję z rozgrywek. Po tym co robią na Ukrainie, jak zabijają matki i dzieci, nie mogło być inaczej. Módlmy się o spokój i żeby wojna się jak najszybciej skończyła. I żeby piłkarze trochę radości kibicom dali.

To najpewniej obejrzy Pan mecz w domu na swoim pięćdziesięciocalowym ekranie telewizyjnym.

Większym, znacznie większym. A dlaczego mam dużo większy niż 50 cali? Bo chcę cały stadion oglądać, a nie tylko część.

Przed północą strzelą korki od szampana i wypije Pan toast za awans?

Ja i bez tego będę pił.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Grzegorz Lato specjalnie dla nas: Wierzę, że Robert Lewandowski pojedzie z reprezentacją Polski do Kataru - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie