Grozili im śmiercią. Uciekli z Syrii do Szczecina. Do...

    Grozili im śmiercią. Uciekli z Syrii do Szczecina. Do Samira, który ratuje życie

    Bogna Skarul

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    Dr Samir Zeair (z lewej) jest ordynatorem w szpitalu w Szczecinie. Majed czasami pomaga wrestauracji żony Samira

    Dr Samir Zeair (z lewej) jest ordynatorem w szpitalu w Szczecinie. Majed czasami pomaga wrestauracji żony Samira ©Archiwum

    Nie planował, aby do Szczecina ściągnąć niemal całą swoją i żony rodzinę. Ale tak ratuje im życie. Nie tylko im. Przecież codziennie w szpitalu staje przy stole operacyjnym.
    Dr Samir Zeair (z lewej) jest ordynatorem w szpitalu w Szczecinie. Majed czasami pomaga wrestauracji żony Samira

    Dr Samir Zeair (z lewej) jest ordynatorem w szpitalu w Szczecinie. Majed czasami pomaga wrestauracji żony Samira ©Archiwum

    Zobacz więcej: Gdzie trafią uchodźcy? Jaką pomoc otrzymają? Wszystko, co trzeba wiedzieć nt. uchodźców



    Gdy spotykają się w domu dr Samira Zeaira, przy stole zasiada ich szesnaścioro. Większość przyjechała w ostatnich dwóch latach. Musieli uciekać z Syrii przed działaniami wojennymi. Polska jest dobrym dla nich adresem. Tu mają miejsce zaczepienia, mają Samira, który jest ich bratem, kuzynem, zięciem, wujkiem.

    Dr Samir Zeair jest ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej i Transplantologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego przy ul. Arkońskiej w Szczecinie.

    Jest też laureatem ubiegłorocznej edycji plebiscytu „Głosu” Hipokrates. Został wybrany Lekarzem Roku przez innych lekarzy, ale także pielęgniarki i farmaceutów.

    Zobacz też: Magda Gessler odwiedziła jeszcze jedną restaurację w Szczecinie - Aramię, której właścicielem jest Samir Zeair [ZDJĘCIA]



    Jeszcze za Gierka

    Dr Samir Zeair przyjechał do Polski jeszcze za Gierka. Był rok 1978. W Szczecinie znalazł się zaraz po studiach, bo tu miał możliwość specjalizacji. Chciał być chirurgiem.

    - Ale tak naprawdę to taksówkarz zawiózł mnie z Dworca Głównego do szpitala przy ul. Arkońskiej - śmieje się.

    Do Polski przyjechał zaraz po maturze. W ambasadzie polskiej musiał zdać test kwalifikacyjny. Wtedy nie znał jeszcze ani słowa po polsku.

    Skąd pomysł, aby studiować w zimnej Polsce? Ojciec 18-letniego Samira był inżynierem. Współpracował z polskimi inżynierami, którzy do Syrii przywozili specjalistyczne urządzenia w ramach międzynarodowych kontraktów. Młody Samir był ich tłumaczem.

    - Mój ojciec miał swoją firmę i dość częste kontakty z Polakami. Z niektórymi się nawet zaprzyjaźnił. Ojciec wymyślił do tych silników dodatkowe urządzenia, które miały wspomóc polski sprzęt i zabezpieczyć go podczas pracy w wysokich temperaturach. Ojciec współpracował z polskim producentem silników do maszyn rolniczych - Andorią z Andrychowa, która wysyłała te silniki do Syrii - wspomina dr Samir Zeair. - A to urządzenie jakie wymyślił mój ojciec bardzo się przydało. Polacy w ramach podziękowania zaproponowali ojcu, aby mnie wysłał na studia do Polski. Marzyłem o studiach technicznych. Chciałem zostać mechanikiem, bo Polska kojarzyła nam się z przemysłem ciężkim, z maszynami wielkimi silnikami i niesamowita inżynierią.

    Ale do Polski przyjechał za późno

    Przed rozpoczęciem studiów Samir musiał zaliczyć specjalne kursy językowe w Studium Języka Polskiego. Szkoła języka polskiego dla obcokrajowców znajdowała się wtedy w Łodzi. Ale gdy przyjechał do Łodzi okazało się, że w studium nie ma już miejsca na kursach technicznych, zostały jedynie medyczne.

    - Postanowiłem, że pierwszy semestr nauki języka polskiego spędzę z grupą medyczną a później przeniosę się do technicznej - opowiada. - Ale zakochałem się w medycynie.

    Kraj miodem i mlekiem płynący

    Jeszcze gdy był w Syrii i pytał w polskiej ambasadzie co ma ze sobą wziąć do Polski. Powiedziano mu, że nic, bo to kraj mlekiem i miodem płynący. Ale tata kupił mu gdzieś od kogoś 200 zł. Te pieniądze młody Samir schował w skarpecie.

    - Te 200 zł mnie uratowały - opowiada dr Samir Zeair. - Gdy wylądowałem na lotnisku na Okęciu, taksówkarzowi podałem adres Studium Językowego. Nie wiedziałem, że Łódź to inne miasto, że to tak daleko od Warszawy. Taksówkarz zawiózł mnie dokładnie na podany przeze mnie adres. Na taksometrze dokładnie wybiło 200 zł za kurs. Cały mój majątek wydałem wciągu jednego dnia.

    Później były studia medyczne w Lublinie i zaraz po nich specjalizacja w Szczecinie. Ówczesny ordynator, dr Umiński, opowiedział Samirowi o tym, że na oddziale chirurgii przeszczepiane są nerki i trwają przygotowania do przeszczepu wątroby.

    -To mi wtedy strasznie zaimponowało. Po kilku minutach zostałem przyjęty i pracuję tu do dziś. W tamtym czasie możliwość zrobienia specjalizacji z chirurgii była tylko w Szczecinie - dodaje.

    Po paru latach do Samira dołączył jego brat, który do Polski przyjechał też na studia. Też chciał zostać lekarzem. Też chirurgiem. W tej chwili pracuje w szpitalu klinicznym na Pomorzanach w Szczecinie. Też na transplantologii.

    - Mój brat mieszka teraz w Gryfinie (30 kilometrów od Szczecina), bo tam na początku zaczął pracować. Tam się zadomowił. Tam ma dom, rodzinę i przyjaciół. A w poprzedniej kadencji był nawet radnym w Gryfinie - mówi z dumą dr Zeair.

    Syria to taki ładny kraj. Był...

    - Nigdy nie myślałem, aby do Polski, do Szczecina ściągać rodzinę - przyznaje dr Samir Zeair. - Przecież Syria to taki ładny kraj. Był...

    To wszystko przez tę wojnę. Przyznaje, że jego rodzina bardzo w Syrii ucierpiała. Kto mógł przyjechać do Szczecina, ten przyjechał. W Syrii stracili wszystko. Musieli ratować swoje życie.

    Każdy z nich miał tam swoją pracę. Był ustatkowany. Dobrze się im powodziło. Mieli swoje domy, samochody, satysfakcjonującą pracę. Musieli uciekać z Syrii w pośpiechu. Zostawili tam wszystko.

    Wciągu dwóch ostatnich lat przyjechali do Samira dwaj bracia z rodzinami, brat żony z rodziną, najstarsza siostra Samira, jej syn z rodziną, teść i teściowa. W sumie 16 osób. Wszyscy otrzymali w Polsce azyl polityczny, mają status uchodźcy.

    Bo karmił bezdomnych

    Nie jest im łatwo. W Syrii jeden z braci Samira miał restaurację. To była bardzo znana restauracja w mieście. Z dnia na dzień musiał ją opuścić.

    - To zdarzyło się w czasie kiedy do miasta, gdzie mieszkał mój brat, z terenów bezpośredniej walki zaczęli napływać uchodźcy - opowiada. - To byli ludzie, którzy mieszkali w osadach, z dala od jakiegokolwiek miasta. Nie mieli się gdzie podziać. Spali na ulicach. Nie mieli co jeść. Mieszkańcy miastach cieli im jakoś pomóc. Do restauracji mojego brata przynosili mąkę, warzywa, a on ze zbieraniny tych darów przygotowywał posiłki. Rozdawał to później na ulicy. Robił to całkowicie bezinteresownie. Za to właśnie został aresztowany. jego żona też. Siedzieli w więzieniu. Udało się ich jakoś z tego więzienia wyciągnąć. Ale musiał uciekać dalej. Dowiedzieliśmy się, że już na niego i jego żonę zapadł wyrok. Mieli go sprzątnąć. Brat z żoną i dziećmi uciekali w nocy przez Liban. Musieli ratować swoje życie.

    Zobacz również: Aramia - Szczecin. Po Kuchennych Rewolucjach tłumy w restauracji [wideo, opinie]



    Uciekł bo nie chciał używać broni

    Z kolei brat żony, który do Szczecina przyjechał parę miesięcy temu, w Syrii mieszkał w rejonach spokojniejszych, na terenach gdzie jeszcze się nic specjalnego nie działo. Ale ludność już przygotowywała się do obrony przed żołnierzami. Zaczęli budować barykady, kupowali broń.

    - Brat żony nie chciał mieć broni. Nie chciał z nią chodzić. Sąsiadom się to nie podobało. Zaczęli go traktować jak wroga, był jakby trędowaty. Sąsiedzi nie mogli zrozumieć dlaczego on tej broni nie chce - opowiada dr Zeair.

    Najpierw spalili mu budynek, w którym mieściła się jego firma. Była to firma spedycyjna. Brat żony, który w Syrii skończył studia handlu zagranicznego, zajmował się załadunkiem statków.

    - Dobrze mu się powodziło - podkreśla dr Zeair. - Ale nie miał właściwie wyjścia. Po pożarze biura, ktoś pobił jego trzyletnie dziecko. Zaraz potem pojawiły się kolejne ostrzeżenia - najpierw głuche telefony, później już z groźbami.

    - Grozili mu, że go zabiją. Nie miał wyboru, uciekł do Polski.

    Poświęciła się dla dzieci

    Najstarsza siostra Samira do Szczecina przyjechała z dziećmi brata. Nie miał kto przywieźć dzieci. Rodzicem usieli uciekać inną drogą.

    Z kolei syn najstarszej siostry Samira jednego dnia stracił wszystko. Jego gabinet stomatologiczny w Damaszku po nalocie zmienił się w jedno gruzowisko.

    - On żył w dzielnicy, gdzie mieszkali przede wszystkim Palestyńczycy. To była dzielnica dla uchodźców palestyńskich. A ci stali się celem ataków rakiet. Pociski zniszczyły całą dzielnicę. Siostrzeniec nie ma już ani gabinetu, ani mieszkania. Stracił wszystko. Nie miał się gdzie podziać. Musiał uciekać.Wyjechał z żoną i dziećmi do Libanu. Stamtąd do Polski. Nie miał innego wyjścia.

    Wideo: Aramia - Szczecin. Po Kuchennych Rewolucjach tłumy w restauracji


    Artykuł został opublikowany 15 stycznia 2015 roku w Magazynie Głosu Szczecińskiego


    Zobacz również: Stojąc twarzą w twarz z uchodźcą z Syrii. Relacja z Belgradu

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (19)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (19) forum.gs24.pl

    Polub nas na Facebooku

    Zdjęcia ze Szczecina

    Wideo ze Szczecina

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    NAUCZYCIEL i SZKOŁA NA MEDAL  Głosowanie zakończone, poznaj laureatów

    NAUCZYCIEL i SZKOŁA NA MEDAL Głosowanie zakończone, poznaj laureatów

    ŚWIĄTECZNE GWIAZDECZKI  Głosowanie zakończone

    ŚWIĄTECZNE GWIAZDECZKI Głosowanie zakończone

    SPORTOWIEC ROKU | Zgłoś najlepszego sportowca!

    SPORTOWIEC ROKU | Zgłoś najlepszego sportowca!