Co zrobić, gdy otrzymamy monit? Monit jest ponagleniem polubownym. Jeżeli nie będziemy na niego odpowiadać, to nie poniesiemy konsekwencji natury sądowej, ale brak odpowiedzi już na pierwszy taki monit stanie się przyczyną do rozpoczęcia procesu windykacyjnego, a później postępowania sądowego.

Warto pamiętać, że nawet jeżeli nie mamy możliwości spłaty zobowiązania w danym momencie, lepiej skontaktować się z wierzycielem i poinformować go o naszych kłopotach finansowych lub innych zdarzeniach, które mają wpływ na spóźnianie się ze spłatą. Wierzycielowi co do zasady zawsze zależy na tym, by porozumieć się z konsumentem. Jeżeli zobaczy on dobrą wolę dłużnika, najprawdopodobniej będzie skłonny podpisać aneks do umowy czy ugodę, co pozwoli rozłożyć zobowiązanie na raty lub ustalić inny termin spłaty.

Przychodzi monit do Kowalskiego…

Monit to nic innego jak przypomnienie, że minął ustalony termin, w którym przysłowiowy Kowalski powinien wywiązać się ze swojego zobowiązania finansowego – zapłacić rachunek za telefon, czynsz za mieszkanie, ratę kredytu mieszkaniowego czy mandat. Wierzyciele, którymi mogą być zarówno firmy telekomunikacyjne, energetyczne, banki, instytucje pożyczkowe, urzędy miejskie czy gminne – upominając się o spłatę długu wobec nich – mogą wysłać takich przypomnień nawet kilka. Co ważne – mogą być wysyłane przez samych wierzycieli lub firmy windykacyjne – w imieniu wierzycieli. Takie pisma mogą mieć różne znaczenie i wagę. Może to być proste przypomnienie, jeśli opóźnienie w spłacie nie jest duże. Jednak może to również być tzw. ostateczne wezwanie, gdy następuje ostatnia, przedsądowa próba nawiązania kontaktu z dłużnikiem oraz przekonania go do spłaty długu polubownie.

Na każdy monit - dotyczący zaległej należności – warto odpowiedzieć, niezależnie od tego, czy pismo wysłał wierzyciel pierwotny (np. bank, urząd miejski, spółdzielnia mieszkaniowa), czy firma windykacyjna, działająca w jego imieniu.

W obu przypadkach celem takiego pisma jest przypomnienie dłużnikowi o tym, że minął termin spłaty. Jeżeli bank wysyła do nas takie pismo, to musi być ono zgodne z Ustawą o prawie bankowym z 1997 roku (Dz.U. 1997 Nr 140 poz. 939, z późniejszymi zmianami). To właśnie ten akt prawny reguluje m.in. konsekwencje płynące z nieopłacenia zobowiązania w wyznaczonym terminie. Monit bankowy musi mieć więc odpowiednią formę i zawierać określone informacje. Jeżeli natomiast wierzyciel pierwotny (np. wspomniany wyżej bank) po jednym, czy czasem nawet kilku upomnieniach nie odzyska należności – zapewne sprzeda dług wierzycielowi wtórnemu (funduszowi sekurytyzacyjnemu, czy firmie windykacyjnej|) i to właśnie ten, nowy wierzyciel zacznie kontaktować się z dłużnikiem celem spłaty zobowiązania. Warto pamiętać, że w zakresie przysługującej mu wierzytelności wierzyciel wtórny ma te same prawa i obowiązki wobec dłużnika, jakie miał wierzyciel pierwotny.

Na rynku działa wiele firm windykacyjnych, więc wezwania do zapłaty przybierają różne formy. Zdarzyć się może, że takie dokumenty nie spełniają wymogów prawnych i etycznych – są na przykład wysyłane w kopercie z widocznym napisem „dłużnik” lub nie zawierają wyczerpujących informacji na temat zaległości. Przedsiębiorstwa z sektora zarządzania wierzytelnościami, zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF), dając w tym zakresie dobry przykład, stosują Zasady Dobrych Praktyk Windykacyjnych, ustanowione i przestrzegane przez członków KPF. W dokumencie tym można znaleźć zasady odnoszące się do całego procesu windykacyjnego, w tym informacje o tym, co powinno znaleźć się w wezwaniu do zapłaty i w jakiej formie powinno ono być wysyłane do konsumenta.