Garażowy skandal przy Matejki

Michał Fura, 25 lutego 2005 r.
- Tylko cztery metry zostaną nam na wjazd do garaży. To przecież za mało. No chyba, że rowerem! - pokazuje Józef Mokrzycki (pierwszy z lewej).
- Tylko cztery metry zostaną nam na wjazd do garaży. To przecież za mało. No chyba, że rowerem! - pokazuje Józef Mokrzycki (pierwszy z lewej). Michał Fura
Kilkanaście osób nie będzie mogło wkrótce wjechać samochodem do swoich garaży. Wszystko przez sąsiednią działkę, której płot zagrodzi dojazd.

Garaże stoją za kamienicą przy ulicy Matejki, naprzeciwko domu kultury. Zdesperowani właściciele na przemian, to klną na czym świat stoi to ironizują - wkrótce może się bowiem okazać, że nie będą mogli do nich wjechać! Nie będą, bo wystarczy, że właściciel stojącej obok kamienicy postawi płot na granicy swojej nieruchomości. Jeśli to zrobi, to od płotu do drzwi garaży będzie zaledwie 4 metry szerokości.

- Nie ma możliwości, żebyśmy mogli wjechać. No chyba że maluchem - mówi zdenerwowana pani Elżbieta Synowiec, właścicielka jednego z garaży.

Kupili, nie wiedzieli

Do tej pory nie było problemu - podwórko za kamienicą przy ulicy Matejki jest duże, więc każdy mógł bez problemu, nawet dużym samochodem wymanewrować i wjechać.

- Niektórzy z nas mają tu garaże od kilku lat. Wykupiliśmy je na własność. To świetne miejsce. Mieszkamy niedaleko, mamy blisko do samochodu - opowiada Wiktoria Niedźwiecka.

Kamienica należała do wojska. W ubiegłym roku poszła pod młotek.
Właściciele garaży dopiero niedawno dowiedzieli się, że wkrótce tuż tuż obok stanie płot i tym samym zamknie im drogę dojazdu.

Ludzie od razu zaczęli protestować, ale na niewiele się to zdało. Nowy właściciel kamienicy. kupił budynek z gruntem wyznaczonym wcześniej przez geodetę.

A winnych oczywiście nie ma

Ludzie mają pretensje do urzędu miasta za to, że dopuścił do tego, aby sprzedano nieruchomość w taki sposób, że nie będą mogli wjechać do własnych garaży.

- Mam żal do miasta, że nikt tego nie dopilnował. Gdy kupowaliśmy garaże, nikt nam nie mówił, że możemy nie mieć do nich wjazdu - mówi Józef Mokrzycki.

- Ja mam wykupiony garaż najkrócej ze wszystkich, bo dopiero od ubiegłego roku - mówi Władysław Kotuszko. - Ale nawet wtedy nikt w urzędzie nie powiedział mi, jaka tu jest sytuacja!

Próbowali dogadać się z właścicielem kamienicy. Ten powiedział jednak, że nic nie może im poradzić: kupił działkę na takich warunkach za konkretne pieniądze i dba o swój interes.

- I tak prawdę mówiąc, to ja mu się wcale nie dziwię. Nie mamy pretensji do tego pana. Gdyby w takiej sytuacji jak on znalazł się ktokolwiek z nas, to podejrzewam, że zachowywalibyśmy się podobnie - mówi Elżbieta Orłowska. - Mamy pretensje do osób odpowiedzialnych za to, że sprzedano te kamienicę nie myśląc o innych, czyli o nas.
Podział działki między kamienicą a garażami wygląda tak: każdy z właścicieli garażu jest też właścicielem metra terenu na szerokość metra od drzwi garażu. Kolejne trzy metry należą do miasta. To w sumie cztery metry, ale za mało, aby wjechać przeciętnym samochodem, nie mówiąc już o autach typu combi.

- Jak się o tym dowiedziałem, wysłałem kierowcę urzędu, żeby sprawdził, czy rzeczywiście nie da się tam wjechać. Przyjechał i powiedział, że nic z tego - mówi prezydent Janusz Żmurkiewicz.
Oprócz rozmowy z właścicielami garaży, prezydent spotkał się również z właścicielem kamienicy.

- Chcę pomóc w rozwiązaniu tego sporu. To jedyne co mogę zrobić. Ten pan kupił nieruchomość i przecież nie można mu jej zabrać. Teraz wszystko zależy od jego dobrej woli - mówi.

Prezydent broni się przed oskarżeniami właścicieli garaży, że miasto jest winne zaistniałej sytuacji.

- Te działki podzielono kilkanaście lat temu. Poza tym, wojsko nie ma obowiązku informowania miasta o sprzedaży swojego budynku - mówi prezydent. - Gdybym wiedział wcześniej, przed sprzedażą, że mieszkańcy nie będą mogli wjechać do swoich garaży, nie dopuściłbym do tej sytuacji.

Prezydent obiecuje, że wkrótce wyśle na sporną działkę swojego geodetę, który jeszcze raz oceni, czy grunt został dobrze podzielony. Właściciel kamienicy zaproponował mieszkańcom też inną formę porozumienia. Zależy mu bardzo na garażach, a obok jego kamienicy jest teren, na którym mógłby wybudować dwa garaże. Należy on jednak do spółdzielni mieszkaniowej Słowianin.

- Właściciele garaży są lokatorami tej spółdzielni. Być może będą mogli kupić od spółdzielni teren, na którym zależy właścicielowi kamienicy i potem dokonać zamiany. On cofnie płot i będą mogli wjeżdżać bez problemu - dodaje Janusz Żmurkiewicz. - Rozmawiałem już na ten temat z prezesem spółdzielni.

Właściciele garaży również wybierają się w tej sprawie do prezesa spółdzielni, ale nawet jeśli będzie to możliwe, to nie mogą pogodzić się z tym, że będą musieli zapłacić za grunt.

- Dlaczego musimy płacić za nie swoje błędy? - pytają.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie