Escape room był śmiertelną pułapką. Trzy lata po tragedii w Koszalinie rusza proces

Joanna Krężelewska
Joanna Krężelewska
Śledztwo w sprawie pożaru w koszalińskim escape room trwało niemal trzy lata. Efekt - 42 tomy akt, ponad 130 osób na liście świadków i terminy rozpraw rozpisane do marca przyszłego roku.
Śledztwo w sprawie pożaru w koszalińskim escape room trwało niemal trzy lata. Efekt - 42 tomy akt, ponad 130 osób na liście świadków i terminy rozpraw rozpisane do marca przyszłego roku. Radek Koleśnik / archiwum
Udostępnij:
We wtorek, 14 grudnia, w Sądzie Okręgowym w Koszalinie rozpocznie się proces w sprawie pożaru w koszalińskim escape roomie. Cztery osoby odpowiedzą za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu dziewcząt. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.

Śledztwo w tej sprawie trwało niemal trzy lata. Efekt - 42 tomy akt, ponad 130 osób na liście świadków i terminy rozpraw rozpisane do marca przyszłego roku. Dwa wątki sprawy zostały wyłączone do odrębnych postępowań.

Do tragicznego pożaru w escape roomie „To Nie Pokój” przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie doszło 4 stycznia 2019 r. po godz. 17. Życie straciło w nim pięć 15-latek. Karolina, Julia, Wiktoria, Małgorzata i Amelia. Wszystkie były uczennicami klasy IIId oddziałów gimnazjalnych Szkoły Podstawowej nr 18. Wizyta w pokoju zagadek „Mrok” była głównym punktem imprezy urodzinowej. Po kilkunastu minutach od rozpoczęcia zabawy, w escape roomie wybuchł pożar. Dziewczęta były uwięzione w pokoju - miały odnaleźć ukrytą w nim klamkę. Jedyne okno w pomieszczeniu, w którym zostały zamknięte, było zabite deskami i okratowane. Nastolatki próbowały się ratować - zadzwoniły na numer alarmowy straży pożarnej, jedna z nich dzwoniła do taty. Zmarły z powodu zatrucia tlenkiem węgla.

10 stycznia odbyły się uroczystości pogrzebowe. Według szacunków policji wzięło w nich udział ok. 3 tys. osób. Dziewczęta spoczęły obok siebie na cmentarzu komunalnym w Koszalinie.

O tragedii w Koszalinie niemal natychmiast poinformowały najważniejsze światowe media. Kondolencje rodzinom ofiar złożyli m.in. prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki oraz ambasador Stanów Zjednoczonych Georgette Mosbacher.

Przedstawiciele rządu zlecili przeprowadzenie kontroli przeciwpożarowych we wszystkich escape room’ach w kraju. Podobnie zareagowały władze w innych państwach - na Litwie oraz w Czechach. W Polsce skontrolowano ponad pół tysiąca lokali. Efekt? Prawie 2000 uchybień i 102 zakazy użytkowania obiektów.

Kilka dni po pożarze minister spraw wewnętrznych i administracji podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie ochrony przeciwpożarowej. Uszczegółowiła ona przepisy m.in. dotyczące ewakuacji w obiektach, w których prowadzona jest działalność gospodarcza o charakterze rozrywkowym.

W czwartek przed godziną 17. przy ul. Piłsudskiego w Koszalinie, w miejscu, gdzie mieścił się escape room pojawiły się wozy policyjne. Przeprowadzono tu wizję lokalną związaną z tragedią, jaka rozegrała się tu 4 stycznia 2019 roku. W wyniku pożaru w budynku zginęło pięć nastolatek. Ta tragedia wstrząsnęła mieszkańcami, nie tylko Koszalina, ale i całego kraju.

Po pożarze w escape roomie w Koszalinie. Wizja lokalna [wide...

Akt oskarżenia w sprawie pożaru wpłynął do Sądu Okręgowego w Koszalinie 30 kwietnia. Obejmuje cztery osoby w wieku od 29 do 76 lat. Jako pierwszy zarzuty usłyszał 29-letni Miłosz S. z Poznania, organizator i projektant escape roomu. Został aresztowany 7 stycznia 2019 r. W areszcie przebywał do 10 listopada 2020 roku. Oskarżeni w sprawie są też: Małgorzata W. - babcia, Miłosza S., która zarejestrowała działalność, Beata W., jego matka, która współprowadziła lokal i pracownik Radosław D., który z aresztu zwolniony został 20 października ubiegłego roku. Wszyscy odpowiedzą za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu osób.

- Wspólnie prowadzili działalność przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie i każda z tych osób poprzez własne działania i zaniechania doprowadziła do zagrożenia dla zdrowia i życia wielu osób, klientów tego miejsca - po zakończeniu trwającego przez ponad dwa lata śledztwa poinformował Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Lekceważenie obowiązków polegało głównie na nieprzestrzeganiu przepisów dotyczących ochrony przeciwpożarowej. W akcie oskarżenia wskazano m.in., że przedsiębiorcy o zmianie przeznaczenia budynku nie poinformowali Urzędu Miejskiego w Koszalinie i służb, które zajmują się oceną stanu bezpieczeństwa obiektów użyteczności publicznej. W escape roomie nie stworzono dróg ewakuacji, a jednocześnie nagromadzono materiały łatwopalne. Zdecydowano, by jedynym źródłem ogrzewania były przenośne piecyki gazowe zasilane z butli, co stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu ognia.

Radosław D., pracownik escape roomu, początkowo świadek w sprawie, był ostatnią osobą, która usłyszała zarzuty.

- W dniu zdarzenia nie zrobił niczego, co leżało w jego możliwościach, by uratować zmarłe pokrzywdzone. Nie próbował stłumić ognia, użyć gaśnic. Nie wzywał pomocy ze strony służb ratowniczych. To zaniechanie jest podstawą oskarżenia - podkreślił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

W toku śledztwa Miłosz S., Małgorzata W. i Beata W. odmówili składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Wyjaśnienia złożył jedynie Radosław D. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu i twierdził, że chciał zrobić wszystko, by uratować dziewczynki. Prokurator nie dał temu wiary. Każdemu z podejrzanych grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Od kwietnia sędziowie zapoznawali się z materiałem dowodowym. To aż 42 tomy akt. Do sądu przesłano też dowody rzeczowe, które były przedmiotem ekspertyz.

Z akt śledztwa wyłączono materiały dotyczące dwóch obszarów. Pierwszym była działalność Miłosza S. na terenie Wielkopolski - po pożarze skontrolowane pozostałe prowadzone przez niego pokoje zagadek. Śledczy wzięli pod lupę nieprawidłowości, takie jak brak oznakowania drogi ewakuacyjnej. Dochodzenie zostało jednak umorzone wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego.

Drugi wątek śledztwa, które wciąż się toczy, dotyczy przebiegu samej akcji ratunkowej - działań służb medycznych i straży pożarnej. W trakcie śledztwa opinie w tej sprawie wydali biegli. - Przedstawiciele rodzin zmarłych pokrzywdzonych i ich pełnomocnicy złożyli wnioski o wydanie pogłębionych opinii, a prokuratura uznała je za zasadne. Czekamy zatem na kompleksowe opinie o przebiegu akcji ratowniczej zarówno od strony medycznej, jak i pożarniczej. Trudno jest określić termin, w jakim postępowanie to się zakończy - wskazał prokurator Gąsiorowski.

Sąd wyznaczył już 13 terminów posiedzeń - od 14 grudnia 2021 do 17 marca 2022.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Materiał oryginalny: Escape room był śmiertelną pułapką. Trzy lata po tragedii w Koszalinie rusza proces - Głos Koszaliński

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Nu strażacy się nie popisali. wiedzieli ze są w środku osoby a pomimo to gasili, zamiast z boku lub tyłu budynku się do nich dostać.
Przejdź na stronę główną Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie