MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Energa Basket Liga: King Szczecin wygrywa po dogrywce z Anwilem Włocławek [ZDJĘCIA]

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
King Szczecin lepszy od Anwilu Włocławek na swoim parkiecie.
King Szczecin lepszy od Anwilu Włocławek na swoim parkiecie. Andrzej Szkocki
Po trzytygodniowej przerwie King Szczecin powrócił na parkiety Energa Basket Ligi (ekstraklasa koszykarzy) i wyglądał… źle. Szczególnie w pierwszej połowie meczu z Anwilem Włocławek Wilkom jakby ktoś wyłączył energię do walki na całym parkiecie. Anwil odwrotnie – fizycznie prezentował się dobrze, skuteczność mu dopisywała i korzystając z głębi składu budował przewagę.

King dobrze prezentował się w pierwszej części sezonu. Przed spotkaniem z Anwilem zajmował 3. pozycję w tabeli, a rywale typowali go do walki o medale mistrzowskie. Tych aspiracji szczeciński zespół nie potwierdził w turnieju finałowym o Puchar Polski, bo odpadł już w pierwszym występie przeciwko PGE Spójni Stargard. Pozostało się odkuć w lidze i prestiżu poszukać też w rozgrywkach europejskiej ligi północnej (ENBL). Zespół miał czas na trening – przerwa w lidze na mecze reprezentacji Polski – ale w pierwszej połowie wyglądało to tak, jakby sztab szkoleniowy przesadził z obciążeniem zajęć. Szczecinianie grali bez energii, przyspieszenia, potrzebnej agresji w defensywie. Trener Arkadiusz Miłoszewski pokrzykiwał, mobilizował, ale efektów nie było. Anwil od początku sprawiał lepsze wrażenie.

Przewagę wypracował sobie jednak dopiero w II kwarcie. King musiał grać bez Filipa Matczaka, który doznał urazu i na ławce rezerwowych dochodził do siebie. Kapitana brakowało zwłaszcza w defensywie. A w ataku pomysły taktyczne nie pomagały drużynie, ale i brakowało zawodnika, który pociągnąłby grę. Bryce Brown miał być efektywnym snajperem, ale generalnie gra na mocno przeciętnej skuteczności. Zac Cuthbertson nie palił się do rzutów dystansowych, a i nie miał gazu, by wbijać się pod kosz. Dopiero w 17. minucie King trafił pierwszą trójkę. Rzucił ją Tony Meier, którego występ w piątkowym spotkaniu stał pod znakiem zapytania. Było 29:32, ale zabrakło dwóch-trzech skutecznych akcji z rzędu. Goście potrafili to wykorzystać i w samej końcówce kwarty odskoczyli na 12 punktów.

II połowa zdecydowanie lepsza w wykonaniu Kinga. Wróciła energia i ta różnica zaczęła topnieć. Możliwe, że szczecinianie przejęliby inicjatywę w tym spotkaniu, ale w III kwarcie szalał Luka Petrasek. Jego trójki podcinały skrzydła gospodarzom.

Ale Ci walczyli. Szukali swoich szans w ataku, pracowali w obronie. Byli blisko i w 36. minucie na remis rzucał Phil Fayne. Spudłował jednak oba osobiste i Anwil mógł złapać oddech. Po minucie strata Matczaka i Kamil Łączyński wykorzystał okazję. Zrobiło się 74:79 i o czas poprosił trener Miłoszewski.

Po wznowieniu gry Matczak trafił za trzy, ale goście odpowiedzieli i trzymali skromną zaliczkę. Na 30 sekund przed końcem straty zmniejszył Fayne (79:81), ale Łączyński przebił się przez obronę, był sfaulowany i trafił jeden osobisty. Pozostawało 10 sekund do końca i King potrzebował trójki.

Miłoszewski rozrysował ostatnią akcję. W hali nikt nie siedział i po chwili eksplozja radości, bo Meier trafił. 82:82, ale goście mieli naradę i 6 sekund na akcję. Lee Moore pod presją Matczaka spudłował i do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka.

King odpalił w dogrywce błyskawicznie. Po dwóch minutach odskoczył na sześć punktów (88:82), ale goście mieli jeszcze dużo czasu. W połowie dodatkowego czasu trochę kontrowersji – sędziowie nie uznali punktów Mazurczaka (faul w ataku), po chwili Matczak zabrał piłkę, ale po analizie uznano, że przekroczył plac gry.

40 sekund przed końcem Anwil doszedł na punkt, a Mazurczak spudłował w indywidualnej akcji. Goście mieli czas na rzut, ale w końcu Moore spudłował i szczecinianie wygrali bitwę.

King Szczecin – Anwil Włocławek 88:87
Kwarty: 14:17, 19:28, 32:24, 17:13.
Dogrywka: 6:5
King: Cuthbertson 16 (1x3), Mazurczak 15, Matczak 12 (1), Meier 13 (3), Fayne 9 – Kostrzewski 5 (1), Brown 2, Borowski 11 (1), Żmudzki 5.
Anwil: Petrasek 22 (5), Greene 11 (3), Moore 26 (2), Sobin 2, Nowakowski 2 – Łączyński 12 (1), Williams 4, Sanders 6, Bojanowski 2, Słupiński 0.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński