Dziekanowski: Kadra Brzęczka nie robi postępów. Oswajamy się z myślą, że grupa A Ligi Narodów to dla nas za wysokie progi [ROZMOWA]

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Jerzy Brzęczek i Robert Lewandowski
Jerzy Brzęczek i Robert Lewandowski Przemyslaw Swiderski
- Jeżeli nie będziemy grać z najlepszymi i nie będziemy próbować z nimi wygrywać, to będziemy stać w miejscu, a nawet cofać się w rozwoju - uważa Dariusz Dziekanowski. Były reprezentant Polski, później asystent Leo Beenhakkera, krytycznie ocenia występ reprezentacji Polski w drugiej edycji Ligi Narodów.

Czy prawdziwy obraz reprezentacji Jerzego Brzęczka to mecz z Włochami, czy mecz z Holandią?
Jedno i drugie, bo ta reprezentacja jest bardzo rozchwiana. To są jakby dwie reprezentacje, które w odstępie trzech dni i w dwóch tak ważnych meczach potrafią zagrać nieźle, choć jeszcze nie na maksimum swoich możliwości, jak z Holandią. Albo beznadziejnie, jak z Włochami.

W czym tkwi problem tego zespołu? Albo w kim?
Przede wszystkim to jest kwestia przygotowania mentalnego. Piłkarze, przyjeżdżając na zgrupowanie reprezentacji, mają raptem trzy-cztery dni na przygotowanie się do rywalizacji. Przyjazd na kadrę musi być wyzwaniem i ważnym momentem w karierze.

Sugeruje pan, że to nie jest dla nich ważny moment, bo to „tylko” Liga Narodów?
Jeżeli oglądamy takie wahania formy w tak krótkim czasie, to można tak pomyśleć. W meczu z Włochami nic nie pracowało u naszych piłkarzy jak należy, ani głowa, ani nogi.

Mówi się, że Włosi fantastycznie nas rozpracowali i zneutralizowali.
My chyba też mieliśmy możliwość oglądania i analizowania gry Włochów. Poza tym mamy w reprezentacji piłkarzy na takim poziomie, że powinni odpowiednio zareagować. Trener również musi umieć reagować i wprowadzać korekty, gdy coś nie idzie. Tymczasem my od początku sprawialiśmy wrażenie, że nie jesteśmy nastawieni na rywalizację, na walkę o zwycięstwo. W defensywie graliśmy bardzo głęboko, nie wychodziliśmy, nie skracaliśmy pola. Nie było żadnej współpracy.

Z Holandią wyglądało to lepiej, choć na pewno szybko zdobyta bramka ustawiła trochę to spotkanie.
Piłka nożna to gra błędów. Trzeba umieć je wykorzystać i bardzo dobrze, że nasz zespół potrafił to zrobić. Holendrzy później co prawda przeważali, ale w piłce nożnej nie musi wygrywać ten, kto przeważa. Najważniejsze jest, by umieć wykorzystać swoje dobre momenty. Mówienie, że jedna akcja ustawiła mecz, to jakby założyć, że wszystko jest dziełem przypadku. Przypadki oczywiście się zdarzają, ale przecież kręgosłup naszej kadry tworzą doświadczeni piłkarze, mający na koncie po kilkadziesiąt występów w narodowych barwach. Można oczekiwać od nich, że będą przygotowani na wszystkie warianty i nie pozostawią niczego przypadkowi.

Można powiedzieć, trochę przewrotnie, że narzekaliśmy na Piotra Zielińskiego i Grzegorza Krychowiaka, ale dopóki byli w meczu z Holandią na boisku, dopóty nasza gra w środku pola jakoś wyglądała. Po ich zejściu zaczęły się problemy.
Od tej dwójki powinniśmy wymagać, by w każdym meczu poniżej pewnego poziomu nie schodzili. Jeżeli grają tylko dobrze, to mówimy, że wszystko jest OK. Ale...

To jak oceniać tę dwójkę i grającego z nimi Mateusza Klicha? Mówi pan, że dobrze, ale powinno być lepiej - dobrze rozumiem?
Powiedziałem na samym początku rozmowy, że mecz z Holandią był niezły, ale jeszcze nie taki, jak być powinien. To samo dotyczy tej trójki. Były momenty, że Georginio Wijnaldum wbiegał sobie bez przeszkód w nasze pole karne. Brakowało współpracy na linii pomoc-obrona. Powinien być jakiś przepływ informacji pomiędzy Kamilem Glikiem i Janem Bednarkiem a ich kolegami. Poza tym widzieliśmy, że nawet gdy Zieliński i Krychowiak byli jeszcze na boisku, to Holendrzy zaczęli dominować w środku pola. No, ale to jest w końcu grupa A Ligi Narodów.

Może za słabi jesteśmy na grupę A po prostu? Może nasze miejsce jest w niższej? Sami piłkarze mówią przecież, że jesteśmy europejskim średniakiem.
Czyli co - mamy mieć pretensje, że UEFA umieściła nas w pierwszej grupie? Dostaliśmy się tam przecież na podstawie pewnych kryteriów, a nie na piękne oczy. A może ktoś uważa, że mecze z najlepszymi zespołami w Europie hamują u nas rozwój piłki nożnej? Nonsens. Najpierw słyszymy przez lata narzekania, że musimy grać mecze towarzyskie z mało atrakcyjnymi rywalami, bo ci bardziej atrakcyjniejsi nie są zainteresowani. A jak już w Lidze Europy, która została przecież powołana do życia w miejsce meczów towarzyskich, dostajemy możliwość zagrania z Włochami, Hiszpanią czy wcześniej Portugalią, to znów jest narzekanie, że za mocni, że może nam się nie należy. Jeżeli nie będziemy grać z najlepszymi i nie będziemy próbować z nimi wygrywać, to będziemy stać w miejscu, a nawet cofać się w rozwoju. Poprzeczka już wisi niżej, niż jeszcze nie tak znowu dawno temu. Już się przyzwyczailiśmy, że porażki z Włochami czy Holandią to żadna tragedia. Jeśli będziemy myśleć w ten sposób, to pozostaną nam wspomnienia, jak to kiedyś ograliśmy Niemców. Udało nam się. Tyle że powinniśmy mówić nie, że się udało, tylko wypracowaliśmy to sobie. Wywalczyliśmy.

Pytanie, czy nas na to stać?
Odpowiedź jest prosta - skoro mamy w reprezentacji piłkarzy grających w Budeslidze, Serie A czy Premier League, to mamy prawo oczekiwać od nich również pewnego poziomu. Taki Glik, Zieliński, Bartosz Bereszyński czy Arkadiusz Reca grają na co dzień we Włoszech i potrafią być w tamtejszej lidze wyróżniającymi się piłkarzami. Tymczasem w meczu z Włochami, na tle rywali z Serie A, a czasem wręcz na tle klubowych kolegów, większość z nich zaprezentowała poziom Serie C. Różnica była kolosalna i musi być tego jakaś przyczyna. Pamiętajmy, że walczyliśmy o pierwsze miejsce w grupie, a piłkarze zapowiadali przed meczem walkę o zwycięstwo. Skoro tak, to chyba było to w naszym zasięgu. Tyle że sposób, w jaki zagraliśmy, był chyba szokiem dla kibiców i nie tylko dla nich. Gdybyśmy grając drugim garniturem przegrali wcześniej mecz towarzyski z Ukrainą 0:2 albo 0:3, to powiedzielibyśmy OK, to był drugi skład. Ale na Włochy wyszedł pierwszy. Z Holandią było lepiej, ale jeżeli do składu nagle wskakuje Przemysław Płacheta i jest jednym z lepszych zawodników w naszym zespole, to można się zastanawiać, dlaczego akurat młodzi zawodnicy są motorem napędowym reprezentacji? Co się dzieje z tymi doświadczonymi, na których powinna opierać się gra tej drużyny? Oni powinni prezentować pewien poziom, a ci młodsi, dopiero wchodzący do zespołu, dodawać naszej grze jakości, kolorytu. Ale to nie na nich powinna się opierać nasza gra.

Napisał pan ostatnio w felietonie dla „Interii”, że nie dziwi się Robertowi Lewandowskiemu, bo ma prawo być sfrustrowany różnicą w poziomach między tym, do jakiego jest przyzwyczajony w klubie, a tym, który zastaje na kadrze...
Zgadza się i przyznam, że szlag mnie trafia, gdy krytykowany jest akurat Robert, którego ostatnie 18 na 20 meczów w kadrze było dobrych. Inni mają 18 słabych i tylko dwa dobre. Tymczasem to na niego wylewa się złość, bo trochę mu się po meczu z Włochami ulało. Zupełnie jakby nie miał prawa przyznać, że jest zły. Miał pełne prawo, zwłaszcza jako kapitan i lider tej drużyny.

To teraz cytat ze Zbigniewa Bońka: „Lewandowski jest najlepszym napastnikiem na świecie, ale reprezentacja nie składa się z niego i dziesięciu koszulek”.
Mogę jedynie powiedzieć, że tak jak Zbyszek strofował „Lewego”, mówiąc, że zamiast wylewać swoje żale i frustracje do mediów, powinien to zrobić najpierw w szatni albo w rozmowie twarzą w twarz z selekcjonerem, tak on również mógłby dać dobry przykład i najpierw porozmawiać o tym z piłkarzem, a nie strofować go za pośrednictwem mediów. Usiąść z Lewandowskim i Brzęczkiem do stołu i powyjaśniać wszystkie sporne kwestie. Naprawdę nie wypada krytykować w ten sposób zawodnika, który rozegrał tyle dobrych meczów w reprezentacji. Zawodnika, który może stanowić dla wszystkich wzór profesjonalizmu. Chyba nie tędy droga...

Może faktycznie jest konflikt pomiędzy Lewandowskim i Brzęczkiem. Oficjalnie go nie ma, ale...
Być może to wymowne milczenie „Lewego” faktycznie oznacza, że formuła pomiędzy nim a Brzęczkiem się wyczerpała albo wyczerpuje. Nad tym jednak powinni się zastanowić ludzie, którzy są odpowiedzialni za takie a nie inne decyzje personalne. Skoro przedłużyli kontrakt z selekcjonerem, to widocznie są zadowoleni z jego pracy. To będzie ich odpowiedzialność za to, co stanie się podczas Euro i rozpoczynających się w przyszłym roku eliminacji do mistrzostw świata. My możemy jako kibice i eksperci mówić, co sądzimy o grze reprezentacji po meczu, pokazywać dobre i złe strony. Reszta należy już do tych, którzy mają na grę reprezentacji bezpośredni wpływ. Piłkarzy, selekcjonera i tych, którzy go zatrudnili.

Brzęczek zaczął swoją kadencję od remisu 1:1 z Włochami, po całkiem przyzwoitej grze. Minęły dwa lata, znów gramy z Włochami i można odnieść wrażenie, że ten zespół nie tylko się nie rozwija, ale wręcz cofa się w rozwoju.
Ja bym powiedział, że nie robi postępów. Rywale je zrobili i stąd taki wynik. My nie zbliżamy się do najlepszych, a czasem wręcz oswajamy z myślą, że to dla nas za wysokie progi. Wygląda to tak, jakby brakowało nam chęci i determinacji do tego, by gonić czołówkę.

Może Brzęczek po prostu nie jest w stanie wycisnąć więcej z tej drużyny?
Myślę, że na to pytanie znają odpowiedź sami zawodnicy. Na pewno czują, czy pilot prowadzi ten samolot we właściwym kierunku.

Robert Lewandowski inwestuje w branżę rolną

Wideo

Materiał oryginalny: Dziekanowski: Kadra Brzęczka nie robi postępów. Oswajamy się z myślą, że grupa A Ligi Narodów to dla nas za wysokie progi [ROZMOWA] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie