sportowy24
    Dlaczego Michal Bruna nie został hokeistą? I część...

    Dlaczego Michal Bruna nie został hokeistą? I część obszernego wywiadu z rozgrywającym Pogoni

    Paweł Pązik pawel.pazik@polskapress.pl

    Głos Szczeciński

    Głos Szczeciński

    Michal Bruna gra w Pogoni Szczecin od 2012 roku.

    Michal Bruna gra w Pogoni Szczecin od 2012 roku. ©Sebastian Wołosz

    Michal Bruna, czeski rozgrywający Pogoni Szczecin, opowiada o początkach swojej kariery, występach we Francji i Niemczech oraz mentalności mieszkańców krajów, w których grał.
    Michal Bruna gra w Pogoni Szczecin od 2012 roku.

    Michal Bruna gra w Pogoni Szczecin od 2012 roku. ©Sebastian Wołosz

    Świetnie mówisz w naszym języku. Lepiej niż niejeden Polak.

    Dziękuję. Nauczyłem się w... Niemczech. Grałem z Polakami: Mirkiem Gudzem i Krzyśkiem Górniakiem. Starałem się z nimi rozmawiać, zapamiętywałem słowa. Gdy przyjechałem do Szczecina, umiałem się już dogadać. Od tamtej pory nawet przeczytałem dwie książki po polsku.

    Grałeś we Francji i Niemczech. Tamtejsze języki też opanowałeś tak dobrze jak polski?

    Mówię trochę po angielsku, niemiecku i po francusku.
    Z tym ostatnim językiem to jest u mnie tak: ostatnio znalazłem jakieś nagranie z okresu gry we Francji. Siedzę przy stole z kilkoma miejscowymi zawodnikami i nawijam po francusku. Nagranie trwa ze 30 minut, a ja dziś połowy zdań nie rozumiem, choć sam je przed laty wypowiedziałem, a koledzy chyba mnie rozumieli (śmiech).

    Po polsku nauczyłem się mówić w Niemczech. Gdy przyjechałem do Szczecina, umiałem się już dogadać. Od tamtej pory nawet przeczytałem dwie książki po polsku.

    W Polsce grasz już trzy lata. Jacy są Polacy?

    Macie podobną mentalność jak Czesi, może trochę częściej się denerwujecie. Więcej mi przeszkadzało u Niemców. Są mniej wyluzowani. Wprawdzie poukładani, ale aż do przesady. W Polsce bardziej mi się podoba. Od pierwszego dnia w szatni łatwo się odnalazłem.

    W Czechach od piłki ręcznej popularniejsza jest piłka nożna, a przede wszystkim hokej. Z twoją budową ciała nie bliżej było ci do kariery na lodowisku?

    Mój ojciec i jego brat grali w piłkę ręczną. Od początku było wiadomo, że prędzej czy później ja też będę. W dzieciństwie również trochę pływałem.

    Dosyć szybko wyjechałeś grać za granicę.

    Czy ja wiem, czy szybko? Miałem 24 lata. W Czechach długo obowiązywał przepis, że dopiero po skończeniu 23 lat można wyjeżdżać i grać za granicą. Potem to zniesiono i szybko z tego skorzystałem. W moim klubie Baniku Karwina zaczęło się psuć z pieniędzmi i postanowiłem wyjechać do Francji.

    Jak się tam odnalazłeś?

    To było dla mnie zupełnie coś nowego. Dopiero trzeci raz w życiu zmieniałem zespół. Musiałem szybko nauczyć się języka. Francuzi bardzo niechętnie rozmawiają po angielsku, więc łatwo nie było. Grałem tam rok. Mój trener w Tuluzie powiedział, że jestem za szybki do jego systemu gry. Do tamtej pory myślałem, że to dobrze (śmiech). Nie doszedłem też do porozumienia z klubem w sprawie kontraktu i wróciłem do Czech.

    Mój trener w Tuluzie powiedział, że jestem za szybki do jego systemu gry. Do tamtej pory myślałem, że to dobrze (śmiech).

    Tam utknąłeś na trzy sezony, a miałeś wówczas 25-28 lat. Dobry wiek dla piłkarza ręcznego spędziłeś w przeciętnej czeskiej lidze.

    Teraz nie jest najmocniejsza, ale wtedy wcale tak nie było. Zarabiałem tam niezłe pieniądze, przez trzy lata z rzędu graliśmy w Lidze Mistrzów. Chyba nie zmarnowałem tego okresu. W 2006 roku trafiłem do Niemiec. W tym czasie grałem też w reprezentacji Czech.

    Wystąpiłeś z nią m.in. na dwóch mistrzostwach świata. W pewnym momencie jednak z niej zrezygnowałeś. Dlaczego?

    Przez lata było tak, że gdy kończył się sezon w klubie, to od razu musiałem jechać na reprezentację. Przez to kompletnie nie miałem wolnego. W końcu powiedziałem: dosyć, tak nie można. Trzy razy z rzędu odmówiłem przyjazdu na zgrupowanie, aż wreszcie napisałem pismo, aby nie przysyłali mi powołań. I tak to się skończyło.

    Z Filipem Jichą dobrze się znasz?

    Przez parę lat razem graliśmy w reprezentacji. On jest młodszy, ale błyskawicznie zrobił ogromne postępy. Filip to światowa czołówka, przez dwa-trzy lata był absolutnie najlepszy na świecie. Cały czas gra na wysokim poziomie. W reprezentacji mieliśmy jedną dużą gwiazdę na rozegraniu, ale nie znaleźliśmy dobrego zawodnika leworęcznego. To był nasz największy problem, nie mogliśmy dostać się do czołówki. Z Filipem czasem piszemy do siebie na Facebooku. Jednak w kadrze miałem lepszych kumpli.

    Na przykład Jana Sobola, obecnie skrzydłowego Azotów Puławy? Gdy spytałem go kiedyś o ciebie, to uśmiechnął się. Powiedział, że również pochodzi z Karwiny.

    Z nim grałem przez chwilę, on jest kilka lat młodszy ode mnie. Jak Janek zaczął być podstawowym zawodnikiem w kadrze, to ja powoli już kończyłem granie.

    W Niemczech przez pierwsze trzy lata grałeś w Stralsundzie i nagle trafiłeś do Fuechse Berlin.

    Byłem wypożyczony. Bartek Jaszka doznał kontuzji i szukali kogoś na zastępstwo. W Stralsundzie były problemy finansowe i dlatego puścili mnie do Berlina. Z chęcią tam pojechałem, bo pół roku wcześniej trafił tam mój dobry kolega Rico Goede, potężny obrotowy (2,07 m wzrostu!). Bardzo dobrze nam się razem współpracowało. W Berlinie chcieli, aby Rico odpalił na dobre i dlatego mnie sprowadzono. Grałem tam przez rok, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z tego okresu kariery. Był tam bardzo specyficzny trener - Jörn-Uwe Lommel. Miał konflikt z menedżerem klubu i już na początku sezonu było wiadomo, że to jego ostatni rok pracy z tym zespołem. Facet podejmował dziwne decyzje, wbrew menedżerowi, np. w ogóle nie wystawiał mnie w ataku z Rico, nawet na treningach. Berlin to ogromne miasto, często zawodnicy musieli 1,5 godziny jechać na trening, a po nim nie mieli ochoty, aby wyskoczyć z kolegami z drużyny choćby na kawę.

    W piłce ręcznej to normalne. Ja w trakcie kariery zaliczyłem tylko jednego "bankruta". Znam takich zawodników, którzy zaliczyli ich pięć.

    Jak wspominasz Bartka Jaszkę?

    To bardzo fajny facet. Od razu się polubiliśmy. Wszędzie razem chodziliśmy, ale on zawsze unikał alkoholu, nawet w małych ilościach - pełen profesjonalista. Ostatnio się dowiedziałem, że przez kontuzję barku będzie zmuszony zakończyć karierę. Szkoda, bo to bardzo dobry zawodnik. Podobno chce być trenerem.

    Empor Rostock to kolejny przystanek w twojej karierze.

    Gdy odchodziłem z Berlina to miałem sporo propozycji, jednak z rodziną nie chcieliśmy wyprowadzać się ze Stralsundu. Niestety, ten klub zbankrutował, okienko transferowe było już zamknięte i musiałem na szybko szukać nowego pracodawcy. Odezwał się do mnie trener, z którym awansowałem ze Stralsundem z trzeciej do pierwszej Bundesligi. Tak znalazłem się w Rostocku.

    Strasznie dużo problemów finansowych w klubach, w których grałeś. Przyciągasz pecha!

    To nie do końca tak. W piłce ręcznej to normalne. Ja w trakcie kariery zaliczyłem tylko jednego "bankruta". Znam takich zawodników, którzy zaliczyli ich pięć.

    O występach Michala Bruny w Pogoni Szczecin w drugiej części wywiadu w piątek wieczorem na www.gs24.pl/sport


    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GS24 poleca:

    Osobowość Roku 2018 - zagłosuj już dziś!

    Osobowość Roku 2018 - zagłosuj już dziś!

    Mistrzowie Handlu - zgłoś swoich kandydatów

    Mistrzowie Handlu - zgłoś swoich kandydatów

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    SPORTOWY SUKCES ROKU | Głosowanie zakończone poznaj laureatów

    SPORTOWY SUKCES ROKU | Głosowanie zakończone poznaj laureatów