Czy premier Morawiecki potrafi znaleźć lekarstwo na bezwład?

Piotr Zaremba
Wiara w to, że Morawiecki równa się łatwy sukces, była czystą magią. Zmienić musiałby się nie tylko premier, ale i natura formacji
Wiara w to, że Morawiecki równa się łatwy sukces, była czystą magią. Zmienić musiałby się nie tylko premier, ale i natura formacji Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
Udostępnij:
Wiemy, że układ rządowy pozostanie do wyborów niezmieniony. Ciekawe, czy PiS - przy całej swojej obecnej sile - ma pomysł polityczny na rok 2019

Uprzedzenie wniosku PO o wotum nieufności przez premiera, który sam zażyczył sobie zaufania od Sejmu, było posunięciem zręcznym. Choć oczywiście towarzyszyły temu typowe dla obecnych czasów przejawy parlamentarnego dyktatu większości.

Premier wśród pomruków
Dlaczego wnioskowi o wotum nieufności nie mogła towarzyszyć normalna debata? Dlacze-go musiała zostać wraz z wnioskiem Grzegorza Schetyny ze-pchnięta na godziny nocne? I czy wicemarszałek Ryszard Terlecki naprawdę musi manifestować taką radość z powodu wyłączania posłom opozycji mikrofonu, kiedy przekroczą pięciominutowy czas zadawania pytań? Już dawno przekroczył zdawałoby się nieprzekraczalny rekord taniej złośliwości Stefana Niesiołowskiego z kadencji 2007-2011.

Rzecz jednak w tym, że trudno organizować debatę o stanie państwa wokół małostkowości, w jakiej obecny obóz rządzący szuka odreagowania za dawne, prawdziwe i urojone uprzedzenia. Wszyscy zdążyli się przyzwyczaić do sekowania i zamykania ust oponentom, poprzednie kadencje też były tego pełne. Trochę się dziwię premierowi, że chce mu się szukać satysfakcji w tak wątpliwych zwycięstwach. Choć na drugą nóżkę: trochę nauczył się przemawiać, bywa skuteczny w swojej złośliwości.

Premier zresztą nie może nadmiernie wybrzydzać. Już słychać, że z samego jądra obozu rządzącego, z kwatery Naczelnika na Nowogrodzkiej, dobiegają pomruki niezadowolenia. Że Jarosław Kaczyński dba, aby Mateusz Morawiecki nie czuł się za pewnie. Tak było na początku kadencji. Potem komentatorzy ogłaszali, że nikt nie miał do tej pory tak bliskich relacji, i nie był obdarzany tak dużym zaufaniem lidera, jak Morawiecki. To są jednak sytuacje w przypadku Kaczyńskiego zawsze przejściowe. Dla porządku: Prezes wyraża także niezadowolenie z tego, co robi Zbigniew Ziobro, główny rywal Morawieckiego. W myśl zasady: dziel i rządź.

Morawiecki i magia
Oczywiście w przejawach niezadowolenia lidera można widzieć coś więcej niż grę. W części PiS silna była wiara, że skoro stawia się na światowego bankowca, technokratę mówiącego płynnie po angielsku, pójdą za tym szybkie i łatwe sukcesy. Że odwojuje się inny elektorat, a poparcie poszybuje jeszcze w górę. Tymczasem wybory samorządowe ujawniły polaryzację środowiskową tak mocną jak jeszcze nigdy. Miasta zostały utracone, bardziej niż w roku 2015.

Wiara w to, że Morawiecki równa się łatwy sukces, była czystą magią. Zmienić musiałby się nie tylko premier, ale i natura formacji. Do której nowy szef rządu dostosowuje się ponad miarę, prowadząc już grę o pozyskanie pisowskiego aktywu w przyszłości. Równie magiczna jest wiara części tego aktywu, że receptą na umocnienie się byłby powrót do „naszej Beaty”. Ideałem byłby ktoś skupiający w sobie atuty Morawieckiego i Szydło, a niemający ich wad i ograniczeń. To zaś byłoby już czystym cudem. I zresztą też nie gwarantowałoby automatycznego sukcesu - zważywszy, jak ograniczona jest samodzielność każdego premiera w tym układzie władzy.

Przecież, choć Morawieckiego można na różne sposoby kojarzyć z brakiem pełnej satysfakcji w wyborach samorządowych, trudno wskazać odcinek polityki, na którym to on „zawalił”. Nie on zaangażował PiS w awanturę z nowelizacją ustawy o IPN, za to on ratował sytuację wspólną deklaracją polsko-izraelską, po rejteradzie. Nie on kreował radykalizm częściowo zablokowanych przez Zachód „reform sądowych”, choć trzeba przyznać, że się z nim utożsamiał. Ale też przynajmniej próbował w tej sprawie coś wynegocjować w Unii Europejskiej, tyle że była to sprawa beznadziejna. Nie jego ludzie spowodowali ostatnio aferę KNF.

Za to on jest symbolem w miarę skutecznej polityki społeczno-gospodarczej. Można się kłócić o poszczególne liczby, premier ich często używa dość dowolnie. Ale prawdą jest, że społeczne wydatki zwiększyły się o 50 miliardów złotych przy najniższym deficycie w historii III RP. Czekam na innego kandydata PiS, który miałby to osiągnąć po ewentualnym pozbyciu się Morawieckiego. I nie opinie ekspertów tu decydują, a samopoczucie Polaków.

Polacy, żadnych zmian
Ta debata o tyle jest jałowa, że na wyjazdowym posiedzeniu klubu PiS w Jachrance Prezes wyraźnie sugerował: żadnych zmian personalnych do wyborów parlamentarnych. Oznacza to zamrożenie personalnego pata między Morawieckim i Ziobrą, ale też podtrzymanie pozycji choćby i szarpanego za kulisami szefa rządu. Skądinąd warto przypomnieć raz jeszcze: minister sprawiedliwości jest samodzielnym graczem, koalicjantem mającym być może klucz do parlamentarnej większości. Niewiele można mu zrobić, a przy jego wiedzy o śledztwach prokuratorskich i przy wpływie na nowe kadry w wymiarze sprawiedliwości, wręcz nic.
Ten rząd, nawet pęknięty wewnętrznie, jest wciąż względnie silny - poczuciem większej społecznej sprawiedliwości i kiepską agendą opozycji, która nawet biorąc na sztandary niektóre przedsięwzięcia rządzącej prawicy (500 plus), nie jest w stanie niczym jej przelicytować. Owszem, atutem PO i jej sojuszników są nastroje proeuropejskie większości. Z tego punktu widzenia kalendarz roku 2019, z wyborami do europarlamentu na czele, jest zabójczy. Ale czy i tu nie nastąpią wahnięcia nastrojów? Czy na przykład stan dzisiejszej Francji, pogrążonej w zamieszkach i kryzysie, także moralnym, nie osłabi nieco „zapadników” szukających kamienia filozoficznego w Brukseli i Strasburgu? W Strasburgu, gdzie właśnie padają strzały. Można i trzeba piętnować toporną, antyzachodnią propagandę rządowej TVP, ale Polska naprawdę jawi się jako oaza spokoju.

Oczywiście układ rządzący ma też inny kłopot, poza logiką wyborów europejskich. Nie bardzo widać w jego agendzie nowe ważne pomysły. Można zorganizować kolejną masówkę, na przykład konwencję partyjną, która da premierowi okazję do kolejnych pochwał samego siebie. Można przypomnieć, jak Prezes w Jachrance, po raz tysięczny, jak źle rządziła PO. Co miałoby być jednak paliwem na prawie rok?

Obietnica poszerzenia 500 plus poprzez podniesienie kryterium dochodowego? Jeśli bardziej efektowny pomysł się nie znajdzie, poparcie może zacząć ciurkać, nawet w wiernych do tej pory grupach elektoratu. Na rzecz opozycji liberalnej? Mitycznej, chyba wciąż przecenianej, antyeuropejskiej prawicy? Nie wiem, może na rzecz pozostania w domu.

Rok pod znakiem czego?
Ten ostatni rok to okazja do przypominania, że pomimo realnego zmniejszania się społecznych nierówności, poprawy ściągalności podatków i socjalnych osiągnięć rządu pewne sfery nie zostały w ogóle dotknięte zmianami, z nadal zaniedbaną, pełną kolejek do lekarzy służbą zdrowia na czele. To także okazja do roz-mowy o stylu rządzenia, niedbałym, nacechowanym partyjnością i kumoterstwem, a być może - świadczy o tym istniejąca realnie afera KNF - czymś gorszym. Syndrom grzesznego księdza, bo to przecież PiS robi przez ostatnie lata za pogromcę korupcji i niejawnych układów, bywa zabójczy. Może nie byłby tak groźny, gdyby został choć przytłumiony czymś innym.

Debata o stanie demokracji w Polsce, łącznie ze słusznymi obawami opozycji o zbytnie związanie wymiaru sprawiedliwości z partią rządzącą, może brzmieć nieco abstrakcyjnie w uszach przeciętnego Polaka. Polska wciąż nie jest państwem policyjnym, co wieści opozycja. Ale spektakularna akcja prokuratorów przeciw dawnym członkom KNF robi na kilometr wrażenie zagłuszania innej afery, tej z Markiem Ch. przychodzącym do milionera Czarneckiego. Zresztą prokurator krajowy Bogdan Święczkowski wprost to powiedział, ze zręcznością słonia w sklepie z porcelaną.

Nie zamyka się nawet na chwilę człowieka pobitego przez bandytów, nawet jeśli prawdą jest, że wcześniej czegoś zaniedbał. Ile z tego dotrze do zwykłego obywatela, nie wiem. Ale, powtórzę raz jeszcze, ostatni rok może być zdominowany przez podobne historie, a ich suma mieć moc dewastującą.

Nie wiem, czy ośrodek władzy wokół premiera jest dostatecznie prężny i swobodny w swoich decyzjach, aby temu cokolwiek przeciwstawić. Aby znaleźć lekarstwo na bezwład, na buksowanie. Możemy mieć przed sobą dziwne miesiące, jałowe co do efektów, ale brzemienne w polityczne skutki. Choć PiS wciąż jest silny słabością reszty świata.

POLECAMY:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Czy premier Morawiecki potrafi znaleźć lekarstwo na bezwład? - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Z
ZZ
Premier nie potrafi znaleźć lekarstwa, bo rozwiązywanie problemów to nie jest jego specjalność. On jest typowym człowiekiem od PowerPointa - poskleca kolorowe slajdy, powymyśla efektowne slogany i potem jeszcze sam w nie uwierzy. Słuchając jego wystąpień, za każdym razem czuję się jak na najbardziej bezproduktywnym "mityngu" w korporacji.
Przejdź na stronę główną Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie