Były szef USC w Goleniowie skazany. Za 2 tys. złotych łapówki

mp
Ryszard P. nie był do tej pory karany. Miał opinię dobrego urzędnika.
Ryszard P. nie był do tej pory karany. Miał opinię dobrego urzędnika. Fot. Andrzej Szkocki
Rok i cztery miesiące więzienia dla byłego szefa USC w Goleniowie. Za łapówki udzielał ślubów Wietnamczykom.

Wyrok jest w zawieszeniu (na 3 lata). Zapadł dzisiaj przed sądem rejonowym w Szczecinie.

60-letni Ryszard P. ma też trzyletni zakaz pracy na stanowiskach kierowniczych w administracji publicznej. Musi zapłacić 17,5 tys. zł grzywny. Jeśli wyrok się uprawomocni, będzie to koniec kariery bardzo dobrego urzędnika. Bo podczas procesu okazało, że w znajomości procedury udzielania ślubów, Ryszard P. nie ma sobie równych. Inni kierownicy USC, którzy jego kompetencje dyskredytowali przed sądem nie mieli racji. Oskarżony został uniewinniony w dziewięciu na trzynaście zarzutów. Zgubiły go cztery 500-złotowe łapówki.

Ale po kolei. Ryszard P. jako kierownik urzędu stanu cywilnego w Goleniowie udzielał ślubów Wietnamczykom. Prokuratura zakwestionowała trzynaście z nich. To były małżeństwa mieszane z Polakami. Dzięki nim Wietnamczycy mogli starać się o stały pobyt w naszym kraju. Część małżeństw była zawierana z miłości. Trwają do dzisiaj. Ale w czterech przypadkach były to śluby fikcyjne. Polak za pieniądze godził się zostać panem młodym. Płacili Wietnamczycy. I właśnie w tych czterech przypadkach Ryszard P. miał wziąć po 500 złotych łapówki. I za nie dostał wyrok.

- Przyjął korzyść majątkową jako funkcjonariusz publiczny - mówiła sędzia Katarzyna Gródź.

Zdaniem sądu dowody na łapówkarstwo kierownika są bezsporne. Główny dowód to wyjaśnienia 41-letniego Duonga Due T. To Wietnamczyk od wielu lat legalnie mieszkający w Szczecinie. Właściciel sieci barów z chińsko-wietnamskim jedzeniem w Szczecinie, Kamieniu, Gryficach, Stargardzie. To on zorganizował proceder ślubów dla swoich rodaków, których zatrudniał. Choć z wyglądu niepozorny, w środowisku swoich rodaków uchodzi za autorytet i osobę, która może pomóc w każdym problemie. Pomaga mu w tym świetna znajomość języka polskiego.

Właśnie w sprawach nielegalnego w Polsce pobytu zgłaszali się do niego Wietnamczycy. To głównie osoby, które pracowały w jego barach. Nie miały karty stałego pobytu i groziło im wyrzucenie z kraju. Nadzieją był ślub z Polką lub Polakiem i uzyskanie prawa do stałego pobytu.

- Chciałem pomóc swoim rodakom. Nie brałem za to pieniędzy dla siebie. W środowisku Wietnamczyków krążyła opinia, że można to załatwić w Goleniowe, bo tam nie potrzeba tłumacza przysięgłego - mówił podczas jednego z przesłuchań. Przyznał się do części zarzutów. Twierdzi jednak, że były przypadki, gdy mieszane małżeństwa były zawierane z miłości.
Według niego proceder wyglądał tak. Pracujący w jego barach Polacy lub Polki godziły się na zawarcie fikcyjnego małżeństwa, aby pomóc Wietnamczykom. U znajomej lekarki załatwiali zaświadczenie, że kobieta jest w ciąży. To przyspieszało decyzję o zawarciu ślubu. Udzielał ich Ryszard P. Tłumaczem był Duong Due T.

- Ci, którzy zawierali ślub dawali mi pieniądze dla kierownika. Po 500 zł. On ich nigdy nie żądał. Nie wręczyłem mu ich do ręki. Kopertę zostawiałem na stole po uroczystości - opowiada oskarżony Wietnamczyk.

Ryszard P. zaprzecza. Twierdzi, że nawet wybiegał z gabinetu, aby zwrócić kopertę Wietnamczykowi. Nazywa go "krętaczem".

- Nie ma przepisów, które nakazywałyby mi sprawdzać, czy kobieta jest naprawdę w ciąży, czy oboje się kochają albo czy Wietnamczyk jest tu legalnie. Wszystkie śluby, które zawarto u mnie były zgodne z prawem - mówi były kierownik.

I na dowód przytacza opinie prawne oraz komentarze specjalistów. Ale według prokuratury przekroczył uprawnienia, bo powinien był dokładniej sprawdzać komu udziela ślubów.Kierownika pogrążają też zapisy z podsłuchów rozmów telefonicznych z Wietnamczykiem.

Dlaczego więc Ryszard P. został dzisiaj uniewinniony w pozostałych dziewięciu ślubach?. Bo po pierwsze, nie było zarzutu, że udzielał je za łapówkę. A po drugie były udzielane prawidłowo, wbrew temu co twierdziła prokuratura.

- Nie przekroczył uprawnień, ani nie zlekceważył swoich obowiązków w tych przypadkach. Kierownik USC nie miał obowiązku badać legalności pobytu Wietnamczyka w kraju. Gdyby odmówił ślubu, naruszyłby prawo. Poza tym nie było obowiązku wzywania tłumacza przysięgłego, ani sprawdzania, czy panna młoda rzeczywiście jest w ciąży - wyjaśniała sędzia Gródź.

Ryszard P. twierdzi, że padł ofiarą spisku Duonga Due T. Wietnamczyk nie przyszedł dzisiaj do sądu. Za zorganizowanie procederu został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć, dozór kuratora i 100 tys. zł grzywny. W innym procesie skazano lekarkę, która wystawiała lewe zaświadczenia pannom młodym, że są w ciąży.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Widocznie raz coś mu podpadło, młodzi nie patrzyli na siebie z miłością i nie umieli wypowiedzieć swoich imion.... i szanowny pan się zemścił.
Uważam,ze sprawa nie jest jeszcze zamknięta.
500 zł "łapówki" dla Wietnamczyka to dużo... dla Polaka-kasa za którą nie warto się szmacić.
Nie wierzę,że pan kierownik USC byłby taki naiwny... mogę się mylić.

c
cycu

Hmmm... Śluby były legalne, facet nie żądał żadnych łapówek, nie ma żadnych dowodów poza zeznaniami drugiego oskarżonego. Widocznie była potrzeba, żeby Ryszarda P. skazać, za byle co. Dla uzasadnienia aresztowania i trzymania go tam przez trzy miesiące. Pic, nie wyrok.

O
Olek

Biegał za Wietnamczykami, żeby oddać łapówkę a oni zawsze mu uciekali.
Biedni są ci łapówkarze. Tyle się nabiegali...

Dodaj ogłoszenie