Bo zabierzemy auto!

Andrzej Krasnicki jr, 10 września 2004 r.
Kierowcy złapani przez policję na tym, że nie uregulowali na czas mandatów, czerwienią się ze wstydu, przepraszają, próbują znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie. A jeszcze rok temu pirat drogowy potrafił na oczach policjanta cisnąć dopiero co wypisany mandat w błoto. Co się stało?

Odpowiedź na to pytanie to jednocześnie dowód na to, że nie "marchewka", ale "kij" najlepiej działa na wyobraźnię kierowców. Ten "kij" to w przypadku walki z osobami nie opłacającymi mandatów, zagarnięcie ich samochodu przez komornika. I to wprost z ulicy.

Rady kolekcjonerów

Niepłacenie wystawianych przez policję mandatów było do niedawna wręcz modne.

- Nie płać. Mają bałagan w papierach, zapomną, a nawet jak się ktoś upomni to nie ma strachu, bo do nieopłaconych mandatów nie ma doliczanych karnych odsetek - radził mi kolega, gdy pod Suchaniem wpadłem trochę za szybko w zasięg zaczajonego w krzakach patrolu drogówki i jego radaru (100 złotych kary).

Kolega był żywym dowodem na to, że ma rację. Od lat jeździł jak wariat wpadając regularnie na policyjne patrole. Odbierał mandat, w domu przyklejał do korkowej tablicy z karteczką za co i w jakim miejscu dostał.

- A to za 124 na godzinę na alei Wojska Polskiego w Szczecinie - chwalił się głupawo.
I nikt się go nie czepiał, że kar nie zapłacił.

Takich "kolekcjonerów" było więcej. Komisarz Grzegorz Sudakow ze szczecińskiej drogówki dobrze pamięta scenki, które wyprowadzały policjantów z równowagi.

- Zatrzymujemy kierowcę za przekroczenie prędkości. Ten wybiega z samochodu i zerkając nerwowo na zegarek pokrzykuje by mandat szybciutko wypisać, bo mu się spieszy. W końcu dostaje druczek. I na naszych oczach robi z niego kulkę i ciska do pobliskiego śmietnika - wspomina Grzegorz Sudakow.

I nic takiemu nie można było zrobić. Co najwyżej wypisać kolejny mandat za zaśmiecanie miasta, gdyby odważył się rzucić druczek wprost na ulicę.

Bezczelne zachowania były możliwe, bo kulała windykacja. Tylko do części kierowców docierał w końcu komornik i grożąc zabraniem telewizora pobierał karę. W ten sposób do zapłacenia zaległego mandatu zmuszonych zostało zaledwie 30 procent dłużników. Na wyłapanie reszty brakowało czasu. W efekcie pod koniec ubiegłego roku sumę długów zachodniopomorskich kierowców za niezapłacone mandaty szacowano na 15 milionów złotych. Nic w tym dziwnego skoro wielu było takich, którzy zebrali kary na kwotę przekraczającą nawet 2 tysiące złotych.

Wszystko zaczęło zmieniać się w grudniu ubiegłego roku. Zachodniopomorska policja rozpoczęła wówczas działania, o których szybko zrobiło się głośno w całej Polsce.

Więcej w papierowym wydaniu "Głosu"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie