reklama

Biela i Łukomski, czyli dwaj przyjaciele z boiska. Sentymenty odkładają na bok

Maurycy BrzykcyZaktualizowano 
Andrzej Szkocki
Marek Łukomski i Łukasz Biela - zaczęli od bycia rywalami, stali się kolegami z drużyny, a następnie przyjaciółmi. Obecnie znowu są rywalami, tyle że na ławkach trenerskich. Są z jednego miasta, ze Szczecina, i z jednego rocznika, ale różni ich 10 miesięcy i około... 10 centymetrów. Łukomski dogrywał, Biela kończył. Tak w skrócie można opisywać młodzieńcze lata na parkiecie w wykonaniu tych dwóch zawodników. Obaj szybko weszli w sportową dorosłość.

Po kilkunastu latach są znowu w tym samym momencie kariery, ale już w roli szkoleniowców. Łukasz jest asystentem trenera w King Wilkach Morskich Szczecin, Marek w Rosie Radom. A jacy byli kiedyś "Many" Łukomski i "Stachu" Biela? Dla obu raczej nie było innej drogi niż koszykówka. Obaj wychowywali się w sportowych rodzinach. To i droga w kierunku basketu wydawała się być naturalną. Łukomski z piłką szybszy był niż reszta , no i widział więcej. Biela miał tzw. "ułożoną łapę", czyli rzucał lepiej od pozostałych oraz bronił za dwóch.

- Gdy poznałem Łukasza, byliśmy rywalami - wspomina Marek Łukomski. - Byliśmy wtedy w podstawówce, więc mieliśmy może po 13-14 lat. - On grał dla SP 51, ja dla nieistniejącej już SP 6. To było 20 lat temu. Byliśmy takimi mocnymi przeciwnikami dla siebie, bo w swoich rocznikach byliśmy jednymi z najlepszych. Zawsze wiedzieliśmy, że by powalczyć ze szkołą Łukasza, trzeba było ograniczyć do zdobycia mniej niż 50 punktów.

- Gdy rzucał nam około 30 oczek, to znaczy, że nie było z nami źle - dodaje z uśmiechem popularny "Many". - Mieliśmy kilka takich konfrontacji na styku i tak się poznaliśmy - dodaje Łukasz Biela. - Odkąd pamiętam, zdaje się już od szóstej klasy podstawówki, przejawiał zachowania rozgrywającego. Dużo widział na boisku, potrafił ustawić kolegów. Widać było, że ma predyspozycje do tego. A zaczęliśmy się kumplować, gdy złożyliśmy papiery do LO nr 2.

Nasi bohaterowie grali ze sobą wspólnie przez szereg lat, początkowo w młodzieżowej koszykówce.

- Po skończeniu podstawówki, przy przenosinach do liceum, graliśmy razem w kadetach już razem jako PKK Warta Szczecin - dodaje Łukomski. - Ale na tym nie koniec. Po podstawówce graliśmy razem także w barwach Uniwersytetu Szczecińskiego. Zdaje się, że zdobyliśmy dwa czy trzy mistrzostwa Polski w kategorii właśnie uniwersytetów.

Panowie razem grali także w ekstraklasie w barwach SKK Szczecin. Wspólnie zdecydowali się go opuścić w 2003 roku, obierając kurs na Kwidzyn.

- To był nasz taki pierwszy w pełni profesjonalny kontrakt - wspomina Łukomski. - Razem mieszkaliśmy. Wtedy zostaliśmy dobrymi kolegami.
- Faktycznie, w Szczecinie się tylko kumplowaliśmy, ale dopiero w Kwidzynie zostaliśmy przyjaciółmi - mówi Biela.

Po sezonie zdecydowali się, oczywiście wspólnie, przenieść do Spójni Stargard. Grali ze sobą przez rok, aż wreszcie ich drogi się rozeszły. "Many" został w Stargardzie, "Stachu" wrócił do Kwidzyna, a następnie znalazł się we Francji. Obaj dobrze wspominają te lata. Piękni, młodzi i utalentowani - nie marnowali jednak talentu. Każdy z nich wkładał wiele pracy w koszykówkę i chciał w niej osiągnąć jak najwięcej.

Kto był szybszy na boisku, kto uchodził za większy talent?

- Szybszy, z racji także pozycji, byłem ja. Teraz tego pewnie już nie widać, ale tak było - zaznacza z uśmiechem Łukomski. - Ciężko stwierdzić, kto miał lepsze papiery na grę. Jeden na jeden nie graliśmy, z uwagi na różne pozycje.
- Jeden na jeden nie graliśmy, bo Marek nie miałby żadnych szans - zaznacza z uśmiechem Łukasz.

Obaj grali w młodzieżowych kadrach kraju, do pierwszego zespołu SKK Szczecin Łukomski wszedł jednak trochę szybciej niż Biela. Trener Rosy może pochwalić się nie lada osiągnięciem. Jako pierwszy Polak zdobył w jednym meczu na parkietach ekstraklasy triple-double (dwucyfrowe zdobycze przynajmniej w trzech klasyfikacjach). To było w sezonie 2000/2001, gdy Łukomski miał 20 lat. Rzucił wówczas 21 punktów, dołożył 10 zbiórek i 10 asyst. To jednak Biela zrobił większą karierę, a przede wszystkim miał ją dłuższą.

Na dwa lata wyjechał do Francji, by tam kontynuować przygodę z koszykówką. Ich drogi zetknęły się znowu w sezonie 2008/2009, kiedy razem zdecydowali się grać dla Szczecina. Tym razem dla AZS Radex, który walczył o awans do I ligi. Łukomski po tych rozgrywkach zakończył już niemal zupełnie karierę. Przeszedł do Radomia, a w barwach Rosy notował już tylko pojedyncze występy, ale pełnił też funkcję asystenta Piotra Ignatowicza. Biela z kolei na kolejne lata wyjechał grać do Francji. Ostatni sezon 2012/2013, ponownie w barwach AZS Radex Szczecin. Co robiliby nasi bohaterowie, gdyby nie grali w koszykówkę?

- Ciężko powiedzieć - zastanawia się Łukomski. - Pewnie gdyby nie grał w koszykówkę, spróbowałby swoich sił w piłce nożnej. Jego tata który nadal pracuje w Pogoni, dużo mu wpoił. Obaj jesteśmy wychowani na Pogoni i gdy czasami pykaliśmy sobie w nożną, to radził sobie dobrze.
- No tak, może by i został piłkarzem, ale raczej nie grałby dla swojej ukochanej Barcelony - śmieje się Biela. - Myślę jednak, że może załapałby się do Pogoni Szczecin.

- Jestem bardzo ambitnym człowiekiem i kiedy zorientowałem się, że moja kariera nie idzie w tym kierunku, w którym bym sobie życzył, postanowiłem w najlepszym wieku dla koszykarza, 28-29 lat, przejść na drugą stronę barykady - mówi Łukomski. - Skorzystałem z propozycji Piotra Ignatowicza. Nikt za darmo mi jednak nic nie dał. Przyjechałem do Radomia, gdy Rosa była jeszcze w II lidze, później awansowała do I i do ekstraklasy.

- Miałem takie marzenia, by zostać trenerem - wspomina Biela. - Maciej Szyszko dał mi szansę w Bombardierze, gdzie prowadziłem dzieci młodsze i starsze. No a później przyszła propozycja od trenera Koziorowicza. Dla obu trenerskim wzorem jest Greg Popovich z San Antonio Spurs, ale idolem Bieli jest Phil Jackson. - Jeszcze się nie założyliśmy, kto wygra, ale znając Marka, pewnie się założymy - kończy z uśmiechem Biela. - Nie będę życzył mu powodzenia, bo nigdy tak nie robię, musiałbym skłamać. Trzymam za niego kciuki w każdym meczu, ale nie z Rosą.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mariusz Jakubów

Marek przez skromność chyba zapomniał się pochwalić jego oboje rodzice,siostra,brat Taty i jego córka,wszyscy związani byli z koszykówką.Dalszej rodziny już nie będę wymieniał.Tak więc nie mógł nie wybrać koszykówki jako pasji i zawodu zarazem.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3