Adaptacja „Kongresu futurologicznego” Lema na deskach Teatru Współczesnego w Szczecinie

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Być może teatr jest jednym z ostatnich miejsc, w których można pozwolić sobie na bezczelną naiwność i wielopoziomową spekulację - przekonują Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, twórcy „Kongresu futurologicznego” i zapraszają na premierę adaptacji jednego z największych dzieł Lema już 13 marca na Dużej Scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie i 17 kwietnia we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.

Przed nami premiera „Kongresu futurologicznego” na deskach Teatru Współczesnego w Szczecinie. Dzieła Lema nie należą do najłatwiejszych w obrazowaniu, dlatego na co powinniśmy się nastawić? Na wierną adaptację opowiadania czy raczej sztukę inspirowaną opowiadaniem?

AJ: „Kongres futurologiczny” Lema jest opowieścią o języku, literaturze i produkowaniu nowych narracji na temat rzeczywistości. W spektaklu podejmujemy ten autotematyczny trop i sprawdzamy, na ile teatr może służyć za przestrzeń do tworzenia alternatywnych światów i wariacji na temat reguł obowiązujących w społeczeństwie. Nasz „Kongres” to w pewnym sensie futurystyczny teatr w teatrze – pożyczamy od Lema kilka wątków i metanarracyjny gest i staramy się na tej podstawie ukuć własne wizje na temat tego, co będzie.

Tematem wiodącym jest przyszłość. Jak pandemia, która zachwiała wszelkie przewidywania i prognozy wpłynęła na Wasze wizje i pomysły?

MA: Początek XXI wieku, wraz z wejściem Polski do Unii, był dla mnie pełen optymizmu. Chociaż wiedziałem, że kryzys finansowy 2008, epidemia SARS i epidemia ptasiej grypy nie wróżyły niczego dobrego, to dopiero COVID-19 odczuwalnie zmienił moje życie. Nasiliły się objawy zespołu depersonalizacji i derealizacji, przechodzę depresję klimatyczną, pieniędzy jest mniej, a dalszych planów zawodowych właściwie brak. Były chwile w pracy, w trakcie pandemii, gdy zadawałem sobie pytania: „po co to wszystko?", „czy teatr jest teraz potrzebny?" Myślenie o przyszłości stało się absurdalne i pełne lęku, ale jej nieprzewidywalność i niepewność zostawiła przestrzeń dla nadziei. W czasach pandemii próba wyobrażenia sobie przyszłości to już sztuka. To właśnie dzięki sztuce odnalazłem chwile wytchnienia i możliwość introspekcji, przyjrzenia się sobie w spokoju. Zauważyłem też, że teatr szybko zaczął adaptować się do nowej realności. Spektakle, które można oglądać w formie nagrań i streamingów, spotykają się z zainteresowaniem widzów. Nowe medium to nowe możliwości. Nagrania i streamingi stały się dziełami sztuki, które należy uwzględnić w trakcie przygotowania premiery. Więcej myślę o kadrach i obrazach, bardziej interesuję się filmem, teledyskami i video-artem. Mam nadzieję, że uda mi się te zainteresowania rozwijać. Jestem ciekaw, jak nowe medium wpłynie na teatralny język. Paradoksalnie, „Kongres futurologiczny” będzie spektaklem afirmującym teatralność bez flirtowania z nowymi technologiami. Chcielibyśmy, by widzowie wrócili do teatrów. Jakby na przekór tendencji, wychodzimy tu z założenia, że teatr przyszłości wciąż będzie teatrem - miejscem wspólnego spędzania czasu i wymyślania różnych światów.

A jak pandemia wpłynęła na próby i pracę z zespołem teatralnym - co trzeba było zmienić i do czego przyzwyczaić, by wszystko się udało?

AJ: Praca w pandemii to trwanie w wiecznej niepewności – nie wiemy, dla kogo i w jakiej formie odbędzie się premiera, kiedy będziemy mogli skonfrontować się z publicznością, ile razy zagramy. Dodatkowo, praca w teatrze jest zazwyczaj pracą na efemerycznych jakościach i polega na zabieganiu o ulotne rezultaty. Takie spiętrzenie znaków zapytania sprawia, że jeszcze bardziej zależy mi na tym, żeby czas, który spędzamy w pracy, był nie tylko produktywny, ale też stanowił przestrzeń bezpieczeństwa i wzajemnego wsparcia. W „Kongresie” - spektaklu poświęconym wizjom przyszłości - możemy wymyślać przyszłość kolektywnie i negocjować jej kształt. Dlatego pracujemy na stworzeniu wspólnego imaginarium, w którym jest miejsce na wiele artystycznych języków i całe spektrum ideowych stanowisk – i wypracowujemy je w ścisłej współpracy z Mariuszem Bąkowskim, Marią Dąbrowską, Anną Kiecą, Michałem Lewandowskim, Pauliną Wosik i Magdą Wrani-Stachowską, czyli zespołem aktorskim z dwóch Teatrów Współczesnych: ze Szczecina i z Wrocławia.

W opisie spektaklu czytamy, że „Kongres futurologiczny” wchodzi w dialog z Waszym poprzednim spektaklem „Martwą naturą”. Wokół jakich wątków będzie krążył ten dialog?

MA: Zmiany na Ziemi, jakie zaszły na skutek gospodarki rabunkowej i niekontrolowanego rozrostu masowego przemysłu, mogą okazać się najważniejszą przyczyną wymarcia w przyszłości wszystkich zwierząt większych od psa, w tym ludzi. Ten scenariusz jest możliwy. Masowe wymieranie już się zaczęło. „Martwa natura" to teatralny rytuał pożegnania, próba wyartykułowania i pogodzenia się ze stratą. To spektakl dla tych, którzy potrzebują przestrzeni, by móc we wspólnocie przeżyć smutek. „Kongres futurologiczny" to już inna bajka. To spektakl, w którym z przymrużeniem oka spoglądamy w otchłań przyszłości. Dialog między tymi spektaklami polega na różnych aspektach terapeutycznego myślenia o sztuce. „Kongres futurologiczny" to kuracja śmiechem. Przestrzeń nadziei, o której wspomniałem wcześniej, wynika z tego, że przyszłość wydaje się odległa i niepewna, więc wszystko jest możliwe: wszelkie światy na opak, rewolucje i utopie. Ludzie dokonują wielkich i pięknych rzeczy - nie możemy tego tracić z zasięgu wzroku. Jeśli będziemy ćwiczyć wyobraźnię, jeśli będziemy potrafili marzyć, jeśli zażądamy niemożliwego, możemy dokonać rewolucji. Już tylko rewolucja nas uratuje. Rewolucja czułości, wrażliwości społecznej, ciepła i troski.

Tylko w jaki sposób terapeutyczna wartość sztuki jest realizowana w przypadku tego spektaklu?
AJ: Jesteśmy w arcytrudnej politycznej sytuacji – na progu gigantycznego kryzysu, w momencie odebrania kobietom w Polsce praw reprodukcyjnych, wyczerpani pandemią, w środku katastrofy klimatycznej. Wiem, że trudno myśleć o przyszłości i trudno ją projektować - ale lepsze scenariusze same się nie wymyślą. Chciałabym, żeby „Kongres futurologiczny” był spektaklem, w którym działamy trochę na przekór defetyzmowi i apokaliptycznym narracjom. Mark Fisher pisał, że kapitał zawsze blokuje możliwość produkowania dobra wspólnego - i że zamiast walczyć z kapitałem, powinnyśmy skupić się na tym, z czym walczy kapitał, czyli na „wspólnotowej zdolności produkowania, troszczenia się i czerpania przyjemności”. Staramy się zdjąć traumatyczny balast z myślenia o przyszłości. Wykorzystujemy teatr po to, żeby snuć narracje utopijne, czerpiące z teorii alternatywnych ekonomii i społeczeństw. Być może teatr jest jednym z ostatnich miejsc, w których można pozwolić sobie na bezczelną naiwność i wielopoziomową spekulację, na tworzenie fikcji w nadziei, że społeczeństwo może być przyjaźniejszym miejscem dla tych, którzy myślą inaczej.

„Kongres” intryguje nie tylko akcją, ale również warstwą językową. Jest pełen ironii, neologizmów, gier słownych. Czy staraliście się przenieść ten język na scenę?

MA: Czytając Lema, miałem wrażenie, że „Kongres" jest o przyszłości, ale też o języku i tożsamości. Ijon Tichy, bohater i narrator opowiadania, próbuje opisać wydarzenia zjazdu naukowców. Ilość bodźców powoduje jednak wrażenie niesamowitego tempa i nadmiaru, jakby rzeczywistość nie mogła się zmieścić w języku. Język odkleja się od rzeczywistości, ale potrafi też się w niej materializować. To, co wyrażalne, może stać się materialne. Dla nas też materia języka jest ważnym punktem odniesienia. Skompresowałem połowę opowiadania na kilku stronach, by jeszcze bardziej zagęścić tę materię. Pierwsza część spektaklu jest więc głównie hołdem dla Lema i stylu, jakim się posługiwał. Druga część spektaklu ma bardziej autorski charakter, wchodzący w dyskusję z lemowskim wyobrażeniem. Staramy się dowartościować kreacyjną i iluzyjną siłę języka i teatru. Nie inscenizujemy jednak opisów z opowiadania. Żaden budżet by na to nie pozwolił.

Miłośnicy lemowskich fabuł to często trudni do zadowolenia odbiorcy. Mówi się nawet, że nie sposób ich zadowolić żadną adaptacją czy ekranizacją, co stanowi dodatkowe wyzwanie dla twórców. Braliście to pod uwagę?
AJ: Stanisław Lem najchętniej widział swoją literaturę zrealizowaną w formie słuchowiska – pozbawionego jakiejkolwiek oprawy wizualnej, która konkurowałaby z tekstem. Trudno mi wypowiadać się za członkinie i członków fandomu Lema, a z doświadczenia wiem, że projektowanie cudzego odbioru przynosi więcej rozczarowań niż korzyści. Jestem też przekonana, że wierność utworowi ma wiele twarzy – jedną z nich może być współpraca z twórczyniami i twórcami o wrażliwości, która wchodzi w intensywny dialog z autorem. Literacka wizja przyszłości Lema zostaje u nas skonfrontowana z choreografią Oskara Malinowskiego, który pracuje między innymi nad pytaniem: co sprawia, że odczuwamy nasze ciało jako własne? Muzyka Łukasza Jędrzejczaka eksploruje spektrum dźwięków, których działanie można uznać za terapeutyczne, wspomagające kreatywność i zapewniające spokój. Scenografia Mateusza problematyzuje kwestię powoływania iluzji w teatrze i bada kreacyjną moc fikcji. W warstwie wizualnej tematyzujemy też podwójność projektu, wynikającą z koprodukcji: we Wrocławiu na scenie zobaczymy kolorową scenografię i czarno-szare kostiumy, a na scenie w Szczecinie odwrotnie - scenografię w odcieniach szarości i kolorowe kostiumy. Kostiumy Tomka Armady stanowią wariację na temat futurologicznych wizji z XX wieku: konstruktywistycznych projektów rewolucjonistki Varvary Stepanowej i gradientowych ubrań Kazimierza Malewicza. Jesteśmy zatem bardzo dalecy od słuchowiska.

MA: Uzupełnię jeszcze kwestię wariantywności scenografii. Dwa teatry przygotują dwie różne scenografie. Scena pudełkowa w scenie pudełkowej wraz z parkową aleją drzew i fontanną będą miały swoją pop-artową i monochromatyczną wersję. W zależności od miasta fontanna będzie pełna piasku albo wody. Ta podwójność wpłynie nie tylko na ruch aktorów, ale też na interpretacje spektaklu. W pewnym sensie widzowie będą mieli okazję przeżyć dwa różne „Kongresy”.

Rok 2021 został ogłoszony rokiem Lema. To przypadkowa zbieżność z Waszą premierą czy plan?
AJ: Zbieżność z obchodami roku Lema jest przypadkowa. To w sumie dość zabawne, że nasze plany na przyszłość zbiegły się z polityką kulturalną tego rządu.

Wywiad z Pauliną Gałązką o "Dziewczynach z Dubaju" i "Furiozie"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie