MKTG SR - pasek na kartach artykułów

39 lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach zginął Piotr Bartoszcze, działacz rolniczej „Solidarności”

Lucyna Talaśka-Klich
Lucyna Talaśka-Klich
Piotr Bartoszcze ur. 15 kwietnia, 1950 roku w Jaroszewicach koło Bełżyc - zamordowany 7 lutego 1984, jeden z przywódców NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność, rolnik ze Sławęcina. Brat Romana Bartoszcze. Był twórcą NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność Chłopska".
Piotr Bartoszcze ur. 15 kwietnia, 1950 roku w Jaroszewicach koło Bełżyc - zamordowany 7 lutego 1984, jeden z przywódców NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność, rolnik ze Sławęcina. Brat Romana Bartoszcze. Był twórcą NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność Chłopska". Archiwum IPN
Zobaczyła jak na noszach, przez pole, niosą zwłoki jej męża. Ten obraz często powraca, choć minęło już 39 lat. Od tak dawna rodzina walczy o dobre imię Piotra Bartoszcze. - Wiemy, że zamordowało go SB - mówią jego najbliżsi. Cofamy się do tekstu archiwalnego, który powstał, gdy mijało 25 lat od śmierci działacza "Solidarności".

- Nie rozumiem, dlaczego przez tyle lat, już w wolnej Polsce, nie wyjaśniono, kto zamordował mojego męża - zastanawia się Wiesława Grześkowiak, która przyjęła nazwisko drugiego męża.

Ojciec i synowie
Roman Bartoszcze - rolnik, działacz "Solidarności" i PSL, od 1981 roku członek prezydium władz krajowych NSZZRI "Solidarność". W latach 1989-93 był posłem na Sejm. 1990-91 prezes Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL (partii politycznej utworzonej w wyniku połączenia Polskiego Stronnictwa Ludowego Odrodzenie i Polskiego Stronnictwa Ludowego wilanowskiego). Założyciel i prezes Polskiego Forum Ludowo-Chrześcijańskiego "Ojcowizna", syn Michała - działacza ludowego (pobitego razem z Janem Rulewskim i Mariuszem Łabentowiczem 19 marca 1981 roku w Bydgoszczy przez milicję), który zmarł w 2001 roku. Brat Piotra - także działacza. Michał i Piotr Bartoszcze spoczywają na cmentarzu w Inowrocławiu.

Zwłoki znalazł jego brat - Roman Bartoszcze, który mieszka w tej samej wsi. To do niego, wieczorem 7 lutego 1984 roku pojechał Piotr. Nie wrócił na noc. - Rano poszłam do Romana, bo myślałam, że mąż u niego przenocował - opowiada wdowa. - Okazało się, że wyjechał wieczorem.

Pojechał do pobliskiego Radłówka, do znajomego. Do domu już nie wrócił. Syrenkę bosto, którą jeździł na zmianę z bratem Romanem, znaleziono w Sójkowie. Wypadła z mostku nad Smyrnią. Ciało Piotra Bartoszcze znaleziono pół kilometra od tego miejsca. - Za czasów komuny próbowano nam wmówić, że Piotr po pijanemu spowodował wypadek i choć miał ponad dwa promile alkoholu we krwi, myślał tak trzeźwo, że wyjął szybkę w oknie z prawych, tylnych drzwi i przez nią wyszedł. Potem szedł przez pole, zgubił jednego buta, pobrudził skarpetę, ale ten but też był w studzience. To ci, którzy męża zamordowali, na pewno go tam wrzucili razem z Piotrem.

Widzieli Piotrowskiego
Kobieta jest przekonana, że jego śmierć upozorowała Służba Bezpieczeństwa: - Mój świętej pamięci teść - Michał Bartoszcze wielokrotnie powtarzał, że na miejscu zdarzenia był Grzegorz Piotrowski. Ten sam funkcjonariusz SB, który zamordował księdza Popiełuszkę. Rozpoznali go podczas telewizyjnej relacji z procesu. Teść i Roman widzieli go też na pogrzebie Piotra. Oni także podejrzewali, że zamiast Piotra miał zginąć Roman.

Bo Piotr wyjechał właśnie z domu Romana. - A Roman słyszał, że jeden esbek miał pretensje do kolegów, że nie rozpoznali samochodu - dodaje pani Wiesława. - Może nie wiedzieli, że bracia wspólnie korzystali z syrenki bosto?

W to, że jej mąż usiadł za kółkiem po kielichu (a nawet wielu) nigdy nie uwierzy. - U Romana nie pili alkoholu - opowiada wdowa. - Teść rozmawiał również ze znajomym z Radłówka, do którego później pojechał Piotr. Tam też nie pili alkoholu. Nie ma żadnych wątpliwości, że esbecy siłą go spoili. Świadczą o tym chociażby siniaki oraz zadrapania na twarzy i rękach. O tym, że ktoś "pomógł mu" wpaść do studzienki, świadczyły też ślady osób trzecich. Roman je widział.

Roman Bartoszcze jest dziś schorowanym człowiekiem. - Przeszedł wylew krwi do mózgu i trudno się z nim porozumieć - mówi jego szwagierka. Przez wiele lat walczył o wyjaśnienie zagadkowej śmierci brata.

- Śledztwa były prowadzone wielokrotnie i jak dotąd zawsze kończyły się umorzeniami - mówi Wiesława Grześkowiak. - Teść pisał w tej sprawie nawet do generała Jaruzelskiego. A zabójcy męża żyją sobie na wolności.

Ludzie swoje wiedzą
Dla rodziny Bartoszczów wyjaśnienie tej zagadki to także sprawa honoru.
- Ludzie mówią, że Piotra Bartoszcze zabiła jednak wódka, a nie milicja czy esbeki - wyjaśnia mieszkaniec gminy Inowrocław, choć wcale go o to nie pytam. - Legendę na siłę robią. A czy on był taki ważny?

- Bartoszczów to mi żal - mówi inny mieszkaniec tej gminy. - Niektórzy to im sławy zazdroszczą. Dziennikarze się nimi ciągle interesują. Pamiętam, że zaraz po tym jak Piotra znaleźli, gazety pisały, że to był wypadek. Ale wtedy komuna była, to tak mogli tłumaczyć.

- Przerażają mnie takie opinie, bo są dowodem na to, że prawda historyczna bywa trudna do przyjęcia - mówi Antoni Tokarczuk, solidarnościowy działacz opozycji. Tego dnia, gdy znaleziono zwłoki Piotra, był w Sławęcinie. - Panów Bartoszczów miałem zawieźć do Lecha Wałęsy - opowiada Tokarczuk. - Ze względów bezpieczeństwa nie mogliśmy tego omówić przez telefon, więc pojechałem do Sławęcina swoim maluchem. Gdy zbliżałem się do domu Piotra, który był moim politycznym przyjacielem, zobaczyłem milicję. Pomyślałem, że jest obława na Bartoszczów i ominąłem to miejsce wielkim łukiem. Jak się dowiedziałem, że Piotr nie żyje, to wróciłem na miejsce zbrodni. Nigdy nie zapomnę pola, przez które Piotr najwidoczniej uciekał.

Jego wersja zdarzeń jest taka: - Milicja goniła jego samochód, spychała z drogi. Świadczą o tym ślady białego i niebieskiego lakieru na jego aucie. Zebraliśmy z kolegami ten lakier, ale nie mieliśmy swojego laboratorium, w którym można by przeprowadzić uczciwe badania. Ślady świadczyły też o tym, że syrenka bosto dwukrotnie znalazła się w rowie i że ktoś "pomógł jej" tam wpaść. Chcieliśmy zeznawać w tej sprawie, ale wówczas nikt nie chciał nas słuchać.

Tokarczuk twierdzi, że nigdy nie zapomni śladów na polu: - Widoczne były trzy ślady. Piotr na pewno uciekał. Goniły go dwie osoby. Nie mógł być pijany, bo uciekał wielkimi susami. Ze dwa - trzy razy te dwa gończe psy, ci mordercy, dopadli go, bo widać ślady szarpaniny. Na ziemi odcisnęły się ślady jego sztruksów. Pewnie im się wyrywał. W końcu go zatrzymali.

Jego zdaniem Piotr został uduszony. - Na jednym ze zdjęć wykonanym podczas pogrzebu na szyi Piotra widać ślady dłoni. Poza tym jego ciało w studzience znalazło się w bardzo dziwnej pozycji. Ani trzeźwy, ani pijany człowiek, tak by się nie ułożył.

- Więcej faktów wskazuje, że to było zabójstwo a nie wypadek - mówi senator Jan Rulewski, który w w czasie wydarzeń bydgoskich (19 marca 1981 roku) został pobity przez milicjantów podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy razem z Michałem Bartoszcze (ojcem Piotra i Romana) i Mariuszem Łabentowiczem. - Esbekom udało się owiać tę sprawę atmosferą tajemniczości, posiać ziarno wątpliwości i strachu. Uderzyli w rodzinę Bartoszczów, bo byli oni (także Piotr) doskonałymi liderami ruchu broniącego interesu chłopów. Lokalna społeczność trochę ich nie doceniała, ale w kraju ze zdaniem Bartoszczów bardzo się liczono.

W dzienniku napisali
Wiesława Grześkowiak przechowuje fragment jednej z lokalnych gazet sprzed ponad 20 lat, w której ze szczegółami opisano okoliczności śmierci jej męża. Przedstawiona tam wersja wydarzeń bardzo różni się od tej, którą prezentują rodzina i znajomi Piotra Bartoszcze. Artykuł kończy się tak: "(...)Są ludzie, dobrze że nieliczni, którzy mają swoją teorię na temat zgonu Piotra B. i oni właśnie rozpowszechniają tę swoją wersję, nie bacząc na fakty. Ci ludzie próbują na tej tragicznej śmierci, i dramacie najbliższych, zbić polityczny kapitał. Nie wspominają o tym, że faktycznym sprawcą wypadku stał się alkohol. Był on we krwi Piotra B. w dużym stężeniu. Szkoda, że nikt tego "nie zauważył"(...).

- W taką wersję nigdy nie uwierzę - twierdzi Joanna Bartoszcze, córka Piotra. Jej siostra - Agnieszka złożyła pod koniec minionego roku wniosek do Instytutu Pamięci Narodowej o udostępnienie akt w sprawie taty. - Chcemy, by zagadka śmierci Piotra została wreszcie wyjaśniona - mówi ich matka.

- Jeśli postępowanie w tej sprawie zostanie wznowione, czuję się w obowiązku zeznawać - dodaje Tokarczuk. - Ale szanse na wyjaśnienie sprawy maleją. Michał Bartoszcze już nie żyje, jego syn Roman jest schorowany, a biskup Jan Michalski (związany z "Solidarnością" - przyp. red) zabrał prawdę do grobu. On wiedział znacznie więcej niż my. Może poznał morderców, ale obowiązywała go tajemnica spowiedzi.

- Rodzina Bartoszczów jest trochę zagubiona i dlatego nie tylko ona powinna walczyć o wyjaśnienie sprawy zabójstwa Piotra - uważa Rulewski. - To zadanie dla "Solidarności". Tej zwykłej i rolniczej.

- Gdy w minioną niedzielę składaliśmy kwiaty na grobie Piotra, przyrzekliśmy sobie z kolegami, że będziemy walczyć o wyjaśnienie tej sprawy - obiecuje Antoni Kuś, przewodniczący NSZZ RI "Solidarność" Region Bydgoszcz. - Nie popuścimy mordercom!

W wolnej encyklopedii o zmarłym
Piotr Bartoszcze ur. 15 kwietnia, 1950 roku w Jaroszewicach koło Bełżyc - zamordowany 7 lutego 1984, jeden z przywódców NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność, rolnik ze Sławęcina. Brat Romana Bartoszcze. Był twórcą NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność Chłopska".

W kwietniu 1981 był jednym z sygnatariuszy porozumień bydgoskich z władzami PRL, w wyniku których zarejestrowany został NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność. Został internowany wraz z bratem Romanem we wrześniu 1982 roku, więziony w Mielęcinie, zwolniony w listopadzie 1982. Po uwolnieniu kontynuował konspiracyjną działalność związkową. Zamordowany 7 lutego 1984 przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Jego ciało ze śladami bicia i duszenia odnaleziono 9 lutego w studzience melioracyjnej. 12 grudnia 2006 został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: Wikipedia

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: 39 lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach zginął Piotr Bartoszcze, działacz rolniczej „Solidarności” - Gazeta Pomorska

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński